Tygodnik Szczytno

Sobota, 12 Wrzesień
Imieniny: Dagny, Jacka, Prota

Reklama

Reklama

Najpierw prawda, potem dobro. Jerzy Niemczuk o słowach, które potrafią budować albo niszczyć

Od wróżby sprzed sześćdziesięciu lat, przez wiarę w ludzi i siłę sugestii, aż po internetowy hejt i głośną wypowiedź Ewy Woydyłło o Idze Świątek. Jerzy Niemczuk w najnowszym felietonie pisze o odpowiedzialności za słowa i przypomina prostą zasadę: zanim coś powiemy, warto sprawdzić, czy jest prawdziwe, potrzebne i dobre.

  • Najpierw prawda, potem dobro. Jerzy Niemczuk o słowach, które potrafią budować albo niszczyć.
  • Data:

O tym, co warto mówić
Sześćdziesiąt parę lat temu moja przyjaciółka, Maja, wróżyła mi z ręki. Nie była moją dziewczyną, ale lubiliśmy się bardzo. Inteligentna, błyskotliwa i energiczna. Nie byłem przekonany do jej możliwości profetycznych. Potraktowałem to jako towarzyską zabawę. Ona chyba też swoich mocy nie traktowała poważnie, bo po latach, kiedy już się odnaleźliśmy na Facebooku, zupełnie sobie tego nie przypominała. 


Jednak wywróżyła mi, że zostanę pisarzem, a we mnie to musiało zapaść, skoro zapamiętałem. Może był to motyw, który mnie ośmielił, żeby sięgnąć po pióra?


Najważniejsze słowo, jakie znam, to hebrajskie timshel. Możesz. Masz wolną wolę. To słowo Bóg skierował do Kaina. Człowiek ma wolność do czynienia zła i dobra. 


Ja mam skłonność do tej lepszej wersji wyboru. 


Wiele razy namawiałem młodych ludzi, żeby się nie wahali realizować swoich marzeń i wielu z nich to niewiele znaczące wsparcie pomogło. Raz tylko się zawahałem, kiedy młody poeta, Lech M., którego gościłem w domu, z głębokim przekonaniem twierdził, że zostanie światowej sławy reżyserem. Zdawało mi się, że jego pycha ma zbyt mało argumentów. A jednak po wielu latach, kiedy zwiedzałem Wenecję, pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem, był plakat jego najnowszego obrazu, który w tym mieście z sukcesem prezentowano. W jego filmach zagrała plejada gwiazd światowego formatu. 


Nie wierzę, że mam uzdrowicielskie moce, a jednak przyjaciół, którzy zapadają na ciężkie choroby, zapewniam, że otoczę ich zdalną opieką i będę o nich myślał. Gdybym był wierzący, to zapewne bym się za nich modlił. Ale co robić, skoro nawet sam w siebie nie wierzę. 


Reklama


Jednak osoby, którym swoją wysoce problematyczną pomoc oferuję, zdrowieją. Chyba mam już z osiem przypadków ozdrowień, przeważnie onkologicznych. W jednym przypadku się nie udało. Mimo braku wiary nie rezygnuję. Po pierwsze nie szkodzę, po drugie nie namawiam do rezygnacji z terapii, a jedynym zyskiem jest satysfakcja, że ludzie, których lubię, poczuli się lepiej. 


Wiara w ludzi i życzliwość, rzadziej ostatnio praktykowana, nie czyni mnie naiwnym. Nowo poznanym daję szansę, żeby się wykazali brakiem dobrej woli, a jeśli się wykażą, opuszczam ich dyskretnie.  


Efekt placebo, czyli zastosowanie substancji albo procedury obojętnej znany jest medycynie. I bywa skuteczny w terapiach, bo mobilizuje wiarę w możliwości organizmu. 


Wiara w siebie jest potrzebna także na co dzień. Problemem wielu osób jest niska samoocena. Dotyka ona często wrażliwych oraz inteligentnych osób, które są z tego powodu bardziej samokrytyczne. Rzadziej głupców, oni są bardziej odporni i mniej mają zastrzeżeń wobec własnych deficytów. 


Przebojowa wrażliwość połączona z inteligencją rzadko się objawia, natomiast objawy przebojowej głupoty występują coraz częściej ze szkodą dla społecznych relacji. Niszczą one tkankę porozumienia, przybierając postać bezmyślnego hejtu, powielają nienawistne treści promowane przez algorytmy na licznych forach internetowych. Walka z tym zjawiskiem jest trudna, bo dotyczy odpornych na racjonalne argumenty, ale nie omija także osób cieszących się dotąd niekwestionowanym autorytetem. Ostatnio zaskoczyła wszystkich Ewa Woydyłło, znana psycholożka, która wypowiedziała się o Idze Świątek, że jest „głupiutka”, „wystraszona” i „nie rozumie, co się wokół dzieje”.

Reklama


Jako psycholog nie złamała wprawdzie reguły Goldwatera, która zabrania diagnozować zdalnie bez przeprowadzenia badań, bo jej wypowiedź nie spełnia kryterium diagnozy, natomiast jako komentarz sportowy brzmi to nader nieprofesjonalnie. Na temat jej stanu psychicznego nie będę się wypowiadał, dopóki sama nie zostanie zdiagnozowana. Nie sam styl wypowiedzi mnie zdumiał, nie odbiega on od standardów internetowego hejtu, ale brak empatii, która powinna być wpisana w DNA psychologa. Po pierwsze zaszkodziła… Nie tylko Idze, ale sobie i nam wszystkim. 


Buddyści uważają, że wprawdzie można mówić rzeczy nieprawdziwe i niepotrzebne, prawdziwe i niepotrzebne, ale sens ma mówienie jedynie rzeczy potrzebnych i prawdziwych. Podobną opinię wyrażał Sokrates w przypowieści o trzech sitach porozumienia między ludźmi, którymi są prawda, użyteczność i dobro. Jeśli nie przejdzie przez nie choć jedna z tych rzeczy, nie warto otwierać ust.  


Gdyby ludzie praktykowali życzliwość na co dzień, świat byłby dla wszystkich łatwiejszy, a to co złe i głupie, czułoby się w nim nieswojo. Sam się o to staram. Chociaż wiem że to naiwne, niepopularne i o optymizm coraz trudniej.
Jerzy Niemczuk

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama