Francja skapitulowała. W Rańsku więźniowie odpowiedzieli… kapustą posadzoną do góry nogami
Wieść o kapitulacji Francji odebrała jeńcom nadzieję na szybki powrót do domu. Gabriel Noury, który od kilku dni pracował przymusowo w Rańsku, bał się o rodzinę i patrzył, jak morale jego towarzyszy się załamuje. Wśród 11–12 godzin pracy dziennie, głodu i upokorzeń pojawił się jednak drobny akt buntu: część kapusty posadzono liśćmi do ziemi. Niemcy nazwali to sabotażem i zaczęli grozić rozstrzelaniem. W kolejnym odcinku historii odkrywanej przez Tomasza Bojanowskiego wracamy do czerwca 1940 roku.
Diem perdidi #9. W czwartek 20 czerwca radio i gazety, które Niemcy z lubością podsuwają nam pod nos, donoszą, że Wehrmacht – w gigantycznym i szybkim manewrze w kształcie litery V – jest już u wrót Tours! Boję się o Angers. Czy to prawda? Nie chcę w to wierzyć.
Niestety, 22 czerwca rano mówią nam, że Francja skapitulowała, że podpisała pokój! Kleszcze ściskają mi serce. Co się teraz stanie? Czy jeszcze zobaczę Francję i tych, których kocham? Aby „wynagrodzić” nam tę „dobrą” nowinę, w niedzielę 23 czerwca mamy wolne, ale musimy obowiązkowo wykąpać się w jeziorze w Rańsku (Rheinswein).
Jest wieczór, woda jest przyjemna... na szczęście! Dowiadujemy się, że Pétain podpisał pokój 23 czerwca o godzinie 3:00 (rano czy po południu?). Po kąpieli przyszedł jednak czas na prysznic... zimny!
Następnego dnia, 24 czerwca, czeka nas bardzo ciężka praca: roboty ziemne, ładowanie ziemi do małych wagoników kolejki wąskotorowej typu „Decauville” i pchanie ich po rozklekotanych szynach. Niektórzy Francuzi, przyzwyczajeni do ciężkiej pracy fizycznej, robią to z łatwością, a nawet z ewidentną nadgorliwością. Stawia to nas – biednych biurokratów – w trudnej sytuacji, zarówno fizycznej, jak i moralnej. Jestem wycieńczony, całkowicie wyzuty z sił! Niektórzy czują się tak samo jak ja.
Podobno skapitulowało pięćset tysięcy francuskich żołnierzy i generałów. Nasza ufność i głęboka nadzieja na zwycięstwo zostały wystawione na ciężką próbę. Morale upada, wszystko idzie źle. Po raz trzeci ogłaszają nam, że zawieszenie broni zostało podpisane w lesie Compiègne 25 czerwca o godzinie 1:30. Co się stało we Francji? Obawiam się najgorszego. Byle tylko ludność cywilna nie była dręczona! Boję się o moją rodzinę.
27 czerwca po raz pierwszy spadł deszcz. Wciąż pracujemy ciężko, po 11 godzin dziennie. W piątek 28 czerwca pracujemy już 12 godzin: sadzimy niezliczone ilości kapusty na ogromnych polach! A do jedzenia dostajemy jedynie trochę maślanki i suchy, czarny chleb.
Michael Bubel, nasz szef, kpi z nas. To skąpiec, a my wykonujemy dla niego morderczą pracę. I tak, pod koniec dnia – czy to z powodu zmęczenia, pogarszającego się wzroku, czy nagłego „braku doświadczenia” – ze zdumieniem widzimy, że część kapusty została posadzona na odwrót: liśćmi do ziemi, a łodygą dumnie sterczącą ku niebu!
Zemsta! Owszem, ale jaką wywołało to burzę słowną... Jakie wrzaski i groźby rozstrzelania nas padły, gdy tylko srogi Gauleiter spostrzegł szkody!
„Sabotage, sabotage!” – to jedno słowo wystarczyło, by uznać nas za najgorszych wrogów Rzeszy! Potrzeba było całej dyplomacji i siły przekonywania jednego z naszych kolegów, Suattona (który na szczęście jest narodowości szwajcarskiej), aby uniknąć najgorszego. Jesteśmy mu winni wieczną wdzięczność – jego biegła znajomość niemieckiego nas uratowała.
Źródło: http://clemenceaudupetitmoulin.centerblog.net/6573388-diem-perdidi-9

Zdjęcie Gabriela Noury’ego ze „swoimi” krowami w Rheinswein
[w Rańsku], Prusy Wschodnie (14 sierpnia 1940 roku).
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

