Brak wody, brak sanitariatów, cztery godziny czekania na namiastkę kawy i śmierć za zbliżenie się do drutów. W piątej części „Diem Perdidi” Tomasz Bojanowski odsłania kolejny fragment pamiętnika Gabriela Noury’ego. Francuski jeniec opisuje codzienność Stalagu I B Hohenstein pod Olsztynkiem – obozu, w którym tysiące ludzi walczyły nie o wolność, lecz o przetrwanie kolejnego dnia.
DIEM PERDIDI #5 „Byliśmy upchnięci po 2000 osób w drewnianych barakach (takich jak ten na powyższym, prostym rysunku) w ogromnym obozie jenieckim Stalag 1B w Hohenstein. Łącznie 30 000 jeńców wegetowało tam w skrajnej nędzy. Było wśród nich również 2000 litewskich kobiet i dzieci – to było straszne!
Kilka rzędów zasieków z drutu kolczastego o szerokości jednego i wysokości czterech metrów odbierało nam jakąkolwiek chęć do ucieczki. Do tego liczne wieżyczki strażnicze z uzbrojonymi żołnierzami oraz reflektory, które nieustannie nas omiatały... I głód, który dziesiątkował nas każdego dnia! Nie było ani wody, ani węzłów sanitarnych”. Gruba czarna linia w kształcie litery Y na szkicu to mały strumień służący do odprowadzania ścieków.
Dyscyplina była niezwykle surowa: obowiązywał zakaz hałasowania i jakichkolwiek prób wychodzenia z baraku bez zezwolenia. Dwa razy dziennie uzbrojeni po zęby strażnicy eskortowali około trzydziestoosobowe grupy więźniów do specjalnego baraku, aby mogli oni załatwić potrzeby fizjologiczne.
Tam, w długim pomieszczeniu, znajdował się ogromny dół kloaczny – szeroki na metr i długi na około piętnaście metrów. Nad nim umieszczono dwa potężne pnie drzew o średnicy około 12 cm: jeden na wysokości 50 cm, drugi na około 80 cm, nieco cofnięty względem pierwszego. Pozwalały one, po pierwsze, „usiąść”, wystawiając pośladki odpowiednio do tyłu dla większej wygody, a po drugie – oprzeć górną część pleców, by zachować niezbędną stabilność. Bez tego wpadlibyśmy w tę cuchnącą i niepokojącą „magmę”, bo dół był bardzo głęboki.
Wyobraźcie sobie, jeśli potraficie, trzydzieści par pośladków obok siebie na drewnianym drągu, który uginał się i falował w niepokojący sposób pod ciężarem, jaki musiał utrzymać! Zawsze towarzyszył temu ogromny strach, który w niczym nie pomagał w tej mozolnej czynności.
A jako że prawie nic nie jedliśmy... Papier był prawdziwym problemem, bo go po prostu nie mieliśmy. Używaliśmy małych, ekstremalnie zredukowanych skrawków... wtedy moja książeczka wojskowa bardzo się przydała!
Już na samym początku dwóch biedaków zostało zabitych: jeden za to, że podszedł zbyt blisko otaczających nas drutów kolczastych, a drugi za to, że pewnego wieczoru oddał mocz pod barakiem. To nas skutecznie ostudziło.
Nasze dnie mijały na apelach. Pobudka o 4:00 rano każdego dnia, a potem obowiązkowe i żmudne liczenie. Strażnicy przeliczali nas w rzędach raz za razem, powtarzając tę operację wielokrotnie. Staliśmy na zewnątrz przy barakach i czerpaliśmy złośliwą, choć niebezpieczną przyjemność z niezauważonego przemieszczania się tak, aby rachunek nigdy się nie zgadzał. Wtedy zaczynały się wrzaski i groźby.
Czekanie w kolejce na zewnątrz na letnią wodę zwaną kawą trwało około czterech godzin. Wieczorem, przy rozdzielaniu czarnego chleba, było jeszcze gorzej.
Ja, w przeciwieństwie do innych, którzy zachowali swoje wojskowe menażki, zdołałem po drodze „zwinąć” jedynie marny, płaski metalowy talerz. Aby otrzymać poranny „boski napój”, musiałem wystawić ów talerz przez sieć drutów kolczastych. Gdy niemiecki żołnierz nalał mi chochlę kawy, musiałem cofnąć rękę, ale oczka drutu – będące pionowymi prostokątami – zmuszały mnie do obrócenia talerza do pionu! Wtedy płyn, posłuszny sadystycznemu prawu grawitacji, wylewał się na ziemię. I tyle widziałem kawę!
Źródło: http://clemenceaudupetitmoulin.centerblog.net/6573381-diem-perdidi-5

Dwa zdjęcia ze Stalagu I B zaczerpnięte z anglojęzycznej strony „WWII Memories” z artykułu „Frederick Angus Leighton”
No tak. Uzurpator pałacu prezydenckiego ułaskawił kibola. Ironia autora jest o tyle ciekawa, że pomija najważniejszy szczegół: Staruch nie został skazany za pobicie, gangsterkę czy działalność przestępczą, lecz za przebywanie w niewłaściwym sektorze, mimo że Motor Lublin wydał na to zgodę, a sąd kompletnie tego szczegółu nie uwzględnił. Można być przeciwnikiem ułaskawienia, ale warto zachować proporcje. Zastanawia mnie również, dlaczego podobnego oburzenia u szanownego Pana nie wywołują afery dotyczące pieniędzy publicznych: Pokoje vip, holendernie zarobki lekarzy, czy ostatni temat okradanie powodzian. W takim zestawieniu ułaskawienie człowieka ukaranego zakazem stadionowym wygląda raczej na temat zastępczy niż problem pierwszej wagi. Pozdrawiam.
XxX
2026-08-11 06:21:20
Przewinalem, nie czytalem. Widzialem tylko w naglowku, ze znowu o prezydencie. To jakas choroba przesladowcza. Czemu ten osobnik np o Tfusku nue pisze bo jest o czym pisac. Kompleksiki wychodza i zazdrosc po prostu. Smutne bo z wiekiem czlowiek powinien madrzec a nie odwrotnie...
Romek
2026-08-10 19:47:13
A czemu ów felietonista jest taki tajemniczy? Ani nazwiska, ani wizerunku... Inni nie są tak wstrzemięźliwi. Choć trzeba przyznać, że wbrew zapowiedzi, tekst jest dość obiektywny. Co prawda nie do końca to felieton, ale niech tam...
massakra
2026-08-10 16:39:48
A daj pan już spokój prezydentowi, masz pan chyba obsesję na jego punkcie, wiem, że pan jako ,,zielony\", czyli z ugrupowania które cofa Europę, nie głosował na niego, ale było ponad 10 milionów Polaków, którzy jego wybrali. The end.
Jerry
2026-08-10 15:02:31
Fajna impreza????
Piotr Łuka
2026-08-10 13:59:37
Zamiast pisać o szkopach którzy zabili 6 Milionów Polaków, może warto skrobnąć, że na Wołyniu odkryto szczątki brutalnie i bestialsko zamordowanych przez Ukraińców 55 osób, w tym 26 dzieci...czy o tym nie warto wspominać?
Polak
2026-08-10 08:15:32
Brawo dziewczyny!
Karolina z Łuki
2026-08-09 19:57:28
Dopuszcie, ze sfinansowano to z tak krytykowanego Polskiego Ladu. Jak ladnie sie teraz wszysxt do zdjec usmiechaja
Romek
2026-08-09 04:38:26
6400zł brutto podstawy dla dyrektora? To żart?
Mateusz
2026-08-08 03:52:05
Uwielbiam Mazury, szczególnie południowe. Z ubolewaniem stwierdzam, ze wiele domów starej zabudowy zostało przerobionych współcześnie wręcz barbarzyńsko. Typowe, cenne lokalnie domy mazurskie, z jasnymi elewacjami, detalami i czerwoną dachówką na nowocześnie szaro. W wielu miejscowościach, np. ładnym Świętajnie, np. przy Kościelnej, Mickiewicza. Dosadne słowo, ale w niektórych przypadkach prawdziwe.
Anonim
2026-08-08 00:49:22