Tygodnik Szczytno

Czwartek, 27 Sierpień
Imieniny: Ireneusza, Konstantego, Marii -

Reklama

Reklama

Z obozu przez Szczytno do Rańska. 22 jeńców zamknięto w „pałacu” za kratami

17 czerwca 1940 roku pociąg z francuskimi jeńcami dociera do Ortelsburga – dzisiejszego Szczytna. Stamtąd ciężarówka wiezie ich przez Orzyny do Rańska, gdzie 22 mężczyzn trafia do niewielkiej strażackiej szopy z zakratowanymi oknami. Po obozowych barakach, rewizjach i nocy spędzonej na ziemi nazywają ją „pałacem”. W siódmej części „Diem Perdidi” Tomasz Bojanowski odsłania kolejny fragment pamiętnika Gabriela Noury’ego – tym razem historia po raz pierwszy prowadzi wprost na ziemię szczycieńską.

  • Z obozu przez Szczytno do Rańska. 22 jeńców zamknięto w „pałacu” za kratami.
  • Data:

DIEM PERDIDI #7 11 czerwca idziemy do łaźni, maszerując krokiem defiladowym, podczas gdy nasze łachmany trafiają do dezynfekcji. Następnie nas przeszukują – to łatwizna... Z niesamowitą bezczelnością udaje mi się przejść przez tę rewizję i zachować moje nieliczne, ale cenne drobiazgi!


Następnego dnia, 12 czerwca, odbywa się druga rewizja – u mnie to samo! Jestem zadowolony, że udało mi się ich wykiwać.


13 czerwca: bez zmian (R.A.S. – rien à signaler).


14 czerwca: robią nam zdjęcia jak skazańcom. Podobno niedługo stąd wyjeżdżamy.
W sobotę, 15 czerwca, mówią nam, że około setka jeńców pójdzie pracować do rolników (dwa dni temu dowiedzieliśmy się o zajęciu Paryża!).


W niedzielę, 16 czerwca, o 9:30 odbywa się msza. Wyznaczeni do wyjazdu w stronę miasta Ortelsburg (Szczytno), Rouault i ja idziemy spać do namiotu, by wyruszyć jutro rano. Niestety, musimy rozstać się z Gasnierem i Biemerem. Od 10:00 rano do zachodu słońca panuje upał nie do wytrzymania. Słoneczny żar i pył (dziwne trąby powietrzne) dosłownie nas palą. Za to rano i wieczorem jest lodowato. Twardy kraj! Śpimy bezpośrednio na ziemi, na zewnątrz; jest tak zimno, że nie da się wytrzymać, więc chodzimy bez przerwy, żeby się rozgrzać. O 3:30 rano następuje zbiórka, a o 6:30 docieramy na stację w Hohenstein (Olsztynek).


Reklama

 

Poniedziałek, 17 czerwca: jedziemy pociągiem do Szczytna. Mijamy Olsztyn (Allenstein) oraz Bertung (Bartąg) i docieramy do celu. Stamtąd zabiera nas ciężarówka. Przejeżdżamy przez Erben (Orzyny) i po 19 km trasy docieramy wieczorem do Rheinswein (Rańsk).


Tam kwaterują nas w szopie, w której zazwyczaj znajdowała się pompa strażacka. To mały kamienny budynek, bez żadnych wygód, ale nam wydaje się pałacem z tysiąca i jednej nocy w porównaniu do naszych ponurych i odrażających drewnianych baraków – tych ciężkich, przygniecionych do ziemi konstrukcji, śmierdzących potem dwóch tysięcy ludzi stłoczonych jak sardynki. Jest nas dwudziestu dwóch w tym „bunkrze”, jak nazywają go nasi dwaj strażnicy. Za łóżka służą nam deski zamontowane po obu stronach na wysokości 80 cm. Będzie dobrze.
Zamykają za nami dwa ciężkie skrzydła drzwi; tylko cztery małe okienka z żelaznymi kratami wpuszczają odrobinę światła. To nasza pierwsza noc w tym pałacu!

Reklama


Źródło: http://clemenceaudupetitmoulin.centerblog.net/6573385-diem-perdidi-7

 

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama