Tygodnik Szczytno

Niedziela, 13 Wrzesień
Imieniny: Amadeusza, Gwidy, Sylwiny

Reklama

Reklama

Piotr Nadstawny zamienił ziemniaka w weekend, na który jadą setki kilometrów.

Targowo nie ma promenady, wielkiego jeziora przy rynku ani katalogowej infrastruktury turystycznej. Ma za to ludzi, którzy potrafią ściągnąć do wsi załogi z całej Polski. Na tegoroczne Święto Pieczonego Ziemniaka przyjechało około 30 ekip karawaningowych, a jedna z nich pokonała ponad 350 kilometrów. - Ktoś się zatrzyma, kupi coś w sklepie, zostawi kilka złotych. I nagle ta miejscowość zaczyna pojawiać się na mapie - mówi Piotr Nadstawny, sołtys Targowa.

  • Piotr Nadstawny zamienił ziemniaka w weekend, na który jadą setki kilometrów.
  • Data:

To już kolejna edycja Święta Pieczonego Ziemniaka. Jak to się zaczęło?

Piotr Nadstawny: To już czwarta edycja. Na początku łączyliśmy to z rodzinnym piknikiem na zakończenie lata. Później coraz mocniej szliśmy w stronę Święta Pieczonego Ziemniaka.

Przy trzeciej edycji pojawił się pomysł, żeby dołączyć wioskę karawaningową. W powiecie czegoś takiego właściwie nie było, więc pomyśleliśmy: dlaczego nie spróbować?

 

I zadziałało.

Zdecydowanie. Sam jeżdżę z przyczepą już od 17 lat, więc przez ten czas poznałem sporo ludzi z tego środowiska. Zaczęli mówić, że chętnie przyjadą do Targowa na taki zlot.

Najpierw było raz, później drugi, trzeci. Teraz mamy już około 30 załóg.

 

Przyjeżdżają tylko na sobotnią imprezę?

Nie. I właśnie to jest w tym fajne. Zaczynamy już w piątek. Jest ognisko, kiełbaska, spokojna muzyka, ludzie siadają razem i rozmawiają. Kończymy dopiero w niedzielę.

Ktoś ostatnio zażartował, że właściwie robimy już „Dni i Noce Targowa”. Do Szczytna nam jeszcze daleko, ale pomysł mi się podoba. [śmiech]

 

Targowo nie jest pierwszym miejscem, które kojarzy się z karawaningiem. Jak więc udaje się ściągnąć tu ludzi?

Karawaning bardzo mocno się rozwija. Ludzie coraz częściej szukają nie tylko dużych kempingów, ale też małych miejsc, gdzie mogą spokojnie stanąć, spotkać innych i zobaczyć coś po drodze.

My też mamy swoje atuty. W pobliżu jest jezioro Rańskie, choć dojazd do niego pozostawia wiele do życzenia. Mamy lasy, mamy przestrzeń. Czasem naprawdę nie trzeba wielkiej infrastruktury, żeby ludzie chcieli przyjechać.


Reklama

 

Czy gmina Dźwierzuty ma potencjał, żeby mocniej wejść w turystykę kamperową?

Moim zdaniem tak. I warto o tym myśleć szerzej.

Wójt podejmuje już działania, żeby przy ścieżce rowerowej w Dźwierzutach stworzyć miejsce dla rowerzystów. Rozmawialiśmy też o tym, żeby dołożyć tam punkt serwisowy dla kamperów.

Dla podróżującego kamperem często wystarczy możliwość uzupełnienia wody, skorzystania z sanitariatu czy wykonania podstawowego serwisu. Nawet jeśli trzeba zapłacić kilka złotych, ludzie z tego korzystają.

 

I co z tego ma miejscowość?

Bardzo prostą rzecz: człowiek się zatrzymuje. Jeżeli zatrzyma się kamper, to ktoś pójdzie do sklepu, kupi pieczywo, wodę, coś na obiad. Może pojedzie dalej po okolicy. Przy dzisiejszym spotkaniu mamy dużą grupę gości i wiem, że byli w naszym sklepie. Lokalny handel na tym korzysta.

To może nie są od razu wielkie pieniądze, ale dla małej miejscowości każda taka grupa ma znaczenie.

 

Skąd przyjeżdżają uczestnicy zlotu?

Z różnych stron Polski. Są osoby z Olsztyna, są ludzie z naszej okolicy, ale przyjeżdżają też z dużo dalszych miejsc.

Nie chcę strzelać, kto przyjechał najdalej, bo mógłbym kogoś pominąć, ale wiem, że jeden z kolegów ciągnął przyczepę ponad 350 kilometrów. To już pokazuje, że ludzie są gotowi przejechać kawał drogi, żeby spędzić tu weekend.

 

Ilu mieszkańców liczy Targowo?

Całe sołectwo ma około 550 mieszkańców. W samym Targowie mieszka niespełna 400 osób. Nie jesteśmy dużą miejscowością, ale staramy się robić swoje.

 

Święto Pieczonego Ziemniaka to jedyna większa impreza?

Reklama

Nie. Mamy jeszcze festyn jagodowy, który organizujemy z Kołem Gospodyń Wiejskich.

Są pierogi, jagody i wszystko, co z nimi związane. Sam też jestem członkiem koła – jedynym mężczyzną. [śmiech] Ale to dziewczyny naprawdę mocno to ciągną i robią świetną robotę.

W praktyce mamy więc dwa takie cykle spotkań w roku.

 

Skoro to Święto Pieczonego Ziemniaka, ziemniak musi być bohaterem stołu. Co można zjeść?

Staramy się, żeby było jak najwięcej potraw z ziemniaków. Są pyzy, pierogi ruskie, placki ziemniaczane, krokiety.

Oczywiście jest też ziemniak z ogniska. Do tego żurek, kiełbasa, warzywa z ogniska i grilla. Chodzi o to, żeby naprawdę czuć, że to jest święto ziemniaka, a nie zwykły festyn z przypadkowym menu.

 

W tym roku jedzenia jest wyjątkowo dużo.

Tak. Dostaliśmy bardzo duże wsparcie od sponsora z branży garmażeryjnej. To około 200 kilogramów produktów – między innymi pierogów, placków ziemniaczanych, krokietów i pyz. Do tego dostaliśmy chłodnię.

Przy takim wydarzeniu to ogromna pomoc.

 

Czego chciałby pan dla Targowa za kilka lat?

Żeby ludzie wiedzieli, że warto tu przyjechać.

Nie musimy udawać kurortu. Wystarczy poprawić dojazdy do ciekawych miejsc, pomyśleć o prostych punktach dla kamperów i rowerzystów, robić wydarzenia, które mają swój charakter.

Jeżeli ktoś przyjedzie raz, dobrze się poczuje i wróci za rok, to znaczy, że to działa. I o to właśnie chodzi.

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama