Tygodnik Szczytno

Poniedziałek, 31 Sierpień
Imieniny: Benona, Jowity, Szczęsnego -

Reklama

Reklama

„Nie trzeba gwiazd z telewizji”. Szczytno zrobiło koncert po swojemu i wypełniło dziedziniec ratusza

Nie było wielkiej trasy, telewizyjnej sceny ani nazwisk ściąganych z drugiego końca Polski. Były piosenki Krzysztofa Klenczona, lokalni artyści i dziedziniec ratusza wypełniony publicznością. Niedzielny koncert „Klenczon – Lokalni Artyści w hołdzie Muzykowi” pokazał, że Szczytno potrafi stworzyć wydarzenie własnymi siłami i przyciągnąć na nie tłum. Finałowe „Nie przejdziemy do historii” zabrzmiało tego wieczoru wyjątkowo przewrotnie.

  • „Nie trzeba gwiazd z telewizji”. Szczytno zrobiło koncert po swojemu i wypełniło dziedziniec ratusza.
  • Data:

W niedzielę, 30 sierpnia, dziedziniec szczycieńskiego ratusza przez niemal cztery godziny należał do muzyki Krzysztofa Klenczona. Nie chodziło jednak o kopiowanie oryginałów. Utwory dostały nowe aranżacje i głosy ludzi związanych ze Szczytnem oraz regionem. Na scenie spotkali się soliści, zespoły i chóry, a między kolejnymi wykonaniami szybko znikała granica między sceną a publicznością. Ludzie śpiewali, reagowali na pierwsze takty znanych piosenek i zostawali do końca.

 

Lokalny koncert zamiast koncertu „z importu”

Na scenie pojawili się: Chór Pasjonata, Gabi At The River, Drawar, Muzykalni, Port – Andrzej i Janusz Ałaj, Tuiteraz, Natalia Pławska, Paweł Janiszewski, Daniel Chorążewicz, Radek Tomaszczyk, Katarzyna Ciak-Górska, Arkadiusz Górski, Magdalena Nurczyk, Katarzyna Trzcińska, Monika Moszczyńska, Paweł Raczyński, Piotr Pawlak i Tomasz Banul.

Gościem specjalnym był Paweł „Drak” Grzegorczyk. Wystąpili również Maja i Robert Skwiot, finaliści konkursu „Klenczon - od pasji do wielkiej sceny”.

Sama lista wykonawców pokazuje skalę przedsięwzięcia, ale ważniejszy okazał się jego mechanizm: zamiast budować koncert wokół jednej gwiazdy, organizatorzy zbudowali go wokół ludzi stąd. I publiczność ten pomysł kupiła.


Reklama

 

„Też możemy”

Po koncercie pod zdjęciami i nagraniami publikowanymi w mediach społecznościowych "Tygodnika Szczytno" zaczęły pojawiać się dziesiątki komentarzy. W wielu wracał ten sam wątek - zaskoczenie poziomem lokalnych wykonawców i frekwencją.

Mamy utalentowanych wykonawców. Niech leci w świat, a co… też możemy – napisała Elżbieta Możejko-Kosakowska.

Anna Bogusz zwróciła uwagę właśnie na lokalny charakter wieczoru:

Klenczon na dziedzińcu przecudnie wyśpiewany przez naszych i sąsiadów – komentowała.

Jan Dominik spędził pod ratuszem niemal cały koncert.

Przez niemal cztery godziny super się bawiłem. Oby były powtórki – napisał.

Z kolei Grażyna Wyrzykowska-Mączyńska podsumowała wieczór krótko:

Koncert przepiękny, wzruszający. Wspaniałe aranżacje i artyści z serca.

 

Finał, który zabrzmiał przewrotnie

Koncert zakończyło wspólne wykonanie „Nie przejdziemy do historii”. Trudno było o lepszą puentę. Piosenka o takim tytule zamknęła wydarzenie, po którym jeszcze długo trwały rozmowy, publikowano zdjęcia i nagrania, a mieszkańcy pytali o kolejną edycję. Bo ten wieczór pokazał coś ważniejszego niż sam repertuar Klenczona.

Reklama

Lokalny koncert nie musi być „mniejszą wersją” dużego wydarzenia. Jeśli ma pomysł, ludzi, którzy chcą wyjść na scenę, i publiczność gotową ich słuchać, może stać się wydarzeniem samym w sobie.

W niedzielę pod ratuszem dokładnie tak się stało. Szczytno nie sprowadziło gotowego koncertu. Szczytno zrobiło go sobie samo.



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama