Tygodnik Szczytno

Poniedziałek, 7 Wrzesień
Imieniny: Beaty, Eugeniusza, Lidy -

Reklama

Reklama

Heca o literaturę. Kiedy książka przegrywa z kalkulatorem

Jerzy Niemczuk pisze o rynku, na którym wartość literacka coraz częściej przegrywa z prognozą sprzedaży. Pretekstem jest nowy projekt Zygmunta Miłoszewskiego - wydawnictwo Heca - które chce dać miejsce książkom wypychanym przez komercję. Niemczuk zna ten mechanizm z własnego doświadczenia: nagrody, dobre recenzje i rozpoznawalne nazwisko nie zawsze wystarczają, jeśli wydawca nie widzi zysku.

  • Heca o literaturę. Kiedy książka przegrywa z kalkulatorem.
  • Data:

O Hecy

Świetny i ceniony pisarz Zygmunt Miłoszewski ruszył z projektem, który ma zwrócić uwagę na wydawnicze problemy polskiej literatury. Na tym rynku króluje niepodzielnie komercja. 

Na sto bestsellerów od dawna ambitniejsze pozycje nie tylko polskiej, także światowej literatury, lokują się w drugiej połowie. 

W tym samym czasie Mariusz Szczygieł kończy działalność znakomitego projektu wydawniczego „Dowody na istnienie”, który prezentował najlepsze książki reportażowe. 

Wydawnictwo Miłoszewskiego staje teraz przed trudną misją, że przeprowadzić dowód na istnienie polskiej literatury. Wydawnictwo Heca mam się zająć promocją utworów, które na zawładniętym przez komercję rynku coraz gorzej sobie radzą. Bardzo mu w tym dziele kibicuję. 

Sam doświadczyłem, jakie to trudne, choć jako autor nie mam powodów do narzekań. Nazwisko mam niby rozpoznawalne, stać mnie na edycję książki własnym nakładem, ale już z dystrybucją, a przede wszystkim z promocją, sobie nie radzę. 

Wydawnictwo Literackie wydało trzy moje pozycje z sukcesem. Żebym pisał „serialiturę” z „Rancza”, na co nie miałem większej ochoty, ścigało mnie nawet w Chorwacji, a ostatnią książkę opatrzyło w blurbie przymiotnikiem „zachwycająca”, ale kolejną powieść oceniło parę lat temu wprawdzie jako świetną literacko, ale nierokującą zysku i nie zdecydowało się na jej wydanie. 


Reklama

Ale ten trend zaczął się znacznie wcześniej.

„Nasza Księgarnia” nie zdecydowała się już wiele lat temu na wydanie mojej książki uhonorowanej nagrodą Makuszyńskiego ani na wznowienie powieści, którą sama nagrodziła i która znalazła się „na złotej liście” 50 utworów z całego świata w akcji „Wszyscy czytamy dzieciom”, mimo że na jej podstawie powstał też znakomity animowany „Film pod strasznym tytułem”. Nie wiem, czego by jeszcze trzeba, żeby zachęcić wydawcę. Nie dość, że nie zachęciło, to jeszcze mnie usunięto z listy autorów, z którymi współpracuje. Prawdę mówiąc słusznie, skoro mnie nie wydaje. Z drugiej strony na tej liście figuruje Czesław Centkiewicz, Jan Brzechwa i wielu innych. Czyli ja żyjący bardziej dla nich nie istnieję od Centkiewicza, który od dawna nie żyje, choć przecież może się jeszcze zdarzyć, że zechcą mnie z powodów niejasnych jednak wydać albo nawet wznowić.

Czy dostałbym wtedy powołanie do istnienia na czas edycji? I ciekawe, na jak długo miałby ten byt zapewniony? Może przesadzam doszukując się w tym jądra racjonalności? Może prostu mnie tam z jakichś powodów nie lubią. Nie wiem z jakich, bo poza tym, co napisałem, nic im nie zrobiłem. 

Chyba raczej to ostatnie, bo za swoich autorów uznają Janusza Gajosa, Artura Barcisia, którzy jednak występują tam w roli aktorów czytających świetnie audiobooki. 

Reklama

Jakie szanse mają w wydawnictwie, który nie odróżnia autora od aktora, młodzi rokujący pisarze? Krytycy od dawna abdykowali z tej roli. O recenzentach zaprzedanych wydawcom nie wspomnę. Miłoszewski et consortes mają szansę stworzyć niszę, gdzie swoją szansę znajdzie ambitniejszy rodzaj twórczości a czytelnicy będą wreszcie wiedzieli, gdzie jej szukać. 

To jest program patriotyczny i narodowy w najlepszym tego słowa znaczeniu, bo taka będzie Rzeczpospolita jak jej kultura, a nie promocja przeszłości.  Powinien otrzymać systemowe wsparcie, ale tego po rządzących nie należy się spodziewać. Nawet kiedy jest u władzy formacja, którą artyści gremialnie wspierają, wzajemności nie uświadczysz. Czasami się jednak zdarza, że oddolny ruch burzy zeskorupiałe struktury i wprowadza ferment, który pozostawia po sobie trwałe ślady.  

Pocieszające, że po stronie wydawców pojawił się rodzaj dającej do myślenia paniki, jakby ta kameralna akcja paru osób była spiskiem przeciwko nim wymierzonym. Bardzo bym chciał, żeby tak było i żeby ten spisek się udał. 

Jerzy Niemczuk



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama