Tygodnik Szczytno

Sobota, 12 Wrzesień
Imieniny: Dagny, Jacka, Prota

Reklama

Reklama

„Za takim chlebem tęsknię”. Jerzy Szczepanek o smaku dzieciństwa i Festiwalu Chleba w Wielbarku

Dla jednych to festyn. Dla burmistrza Wielbarka Jerzego Szczepanka – powrót do zapachu chleba pieczonego kiedyś w domu, do zakwasu dojrzewającego przez tydzień i ciasta, które rosło godzinami. W rozmowie na Festiwalu Chleba opowiada, dlaczego tak zależy mu na tej tradycji, komu chciał podziękować i czemu dzisiejszy „chleb przemysłowy” nie daje mu tego samego smaku.

  • „Za takim chlebem tęsknię”. Jerzy Szczepanek o smaku dzieciństwa i Festiwalu Chleba w Wielbarku.
  • Data:

Po co właściwie Wielbark organizuje Festiwal Chleba?

– Są trzy powody. Pierwszy to podziękowanie za plony, pogodę i za to, że w tym roku susza nas ominęła. Drugi to podziękowanie rolnikom, bo wynik ich pracy nigdy nie zależy tylko od nich. Jest pogoda, są koszty, są inne czynniki. A trzeci powód jest już bardzo osobisty.

 

Czyli chleb?

– Tak. Jestem fanem chleba pieczonego na zakwasie, w piecu chlebowym. Lubię taki prawdziwy chleb i tęsknię za nim.

 

Skąd to zamiłowanie?

– Z pamięci. Kiedyś chleb robiło się inaczej. Zakwas dojrzewał tydzień, czasem dłużej. Ciasto rosło trzy, sześć, dziewięć godzin. To był proces. To było rzemiosło.

 

A dziś?

– Dziś często jest to produkcja. Ciasto ma wyrosnąć w godzinę i jedziemy dalej. Technologia przyspieszyła wszystko, ale smak też się przez to zmienił.

 

Pan naprawdę jeździ po chleb do konkretnej osoby?

– Tak. Do dziś jeżdżę po chleb do pani, która wygrała poprzednią edycję konkursu. Kupuję go regularnie. To jest właśnie taki chleb, którego szukam.


Reklama

 

Czyli Festiwal Chleba nie jest dla pana tylko wydarzeniem promocyjnym?

– Nie. Chciałbym, żeby ta tradycja została w naszej gminie. Żeby młodzi ludzie wiedzieli, jak zrobić zakwas, jak prowadzić ciasto, jak piec. Bo jeśli nie będziemy tego przekazywać, to za chwilę zostanie nam tylko wspomnienie.

 

Na festiwalu jest też sporo innych lokalnych smaków.

– I o to chodzi. Są sołectwa, koła gospodyń, są potrawy, których nie znajdzie się wszędzie. Chcemy pokazać to, co mamy tutaj, u siebie.

 

Mówił pan dużo o rolnikach. To dla nich też jest to święto?

– Oczywiście. Bez ich pracy nie byłoby chleba, nie byłoby mąki, nie byłoby tego wszystkiego, co dziś stoi na stołach. Dlatego chciałem im podziękować publicznie. Te podziękowania kieruje do wszystkich rolników ale składam je na ręce tegorocznych starostów naszego festiwalu pani Anny i pana Benedykta Krajza z Zielenca.  

 

W przygotowanie wydarzenia włączyło się sporo osób.

– Bardzo dużo. Sołectwa, koła gospodyń wiejskich, Zakład Gospodarki Komunalnej, Gminny Ośrodek Kultury, szkoła, strażacy, pracownicy urzędu. Takie wydarzenie nie robi się samo.

Reklama

 

Czy ten festiwal ma szansę zostać z Wielbarkiem na dłużej?

– Mam taką nadzieję. Chciałbym, żeby ludzie nie tylko przychodzili raz w roku na imprezę, ale żeby ten chleb naprawdę był pieczony. W domach, kołach gospodyń, może przez młodych. Żeby nie zniknął.

 

Gdyby miał pan powiedzieć jednym zdaniem, jaki chleb jest dla pana najlepszy?

– Taki, który dojrzewa powoli, pachnie zakwasem i po kilku dniach nadal smakuje jak chleb, a nie jak produkt z taśmy.

 

To właśnie ten sentyment stał się jednym z fundamentów Festiwalu Chleba w Wielbarku. Dla Jerzego Szczepanka nie jest to tylko opowieść o wypieku. To także próba zatrzymania smaku, który pamięta z dawnych lat.

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama