Tygodnik Szczytno

Sobota, 12 Wrzesień
Imieniny: Dagny, Jacka, Prota

Reklama

Reklama

Z karabinu do pieca. Małgorzata i Monika Klimek wygrały Festiwal Chleba recepturą teściowej

Na co dzień są żołnierkami zawodowymi. Tym razem zamiast służby był zakwas, ziemniaki i nocne pieczenie. Małgorzata i Monika Klimek wygrały konkurs na najlepszy chleb podczas Festiwalu Chleba w Wielbarku, odtwarzając rodzinny przepis teściowej Agnieszki z Lejkowa. – Im dłużej ten chleb leży, tym jest lepszy – mówią zwyciężczynie.

  • Z karabinu do pieca. Małgorzata i Monika Klimek wygrały Festiwal Chleba recepturą teściowej.
  • Data:

Ich chleb nie powstał z przypadku. Była obietnica, rodzinny przepis i wspomnienie pieca, przy którym dawniej nie wolno było otwierać drzwi, żeby zimne powietrze nie zepsuło wypieku.

Z Małgorzatą i Moniką Klimek rozmawiamy chwilę po ogłoszeniu wyników.

 

Skąd pomysł, żeby wystartować w konkursie?

Obiecałyśmy kiedyś jednej osobie, że weźmiemy udział i odtworzymy przepis naszej teściowej. Ona zawsze piekła taki chleb. Z ziemniakami, na zakwasie, w piecu. Cały dzień był temu podporządkowany.

 

Pamiętacie ten rytuał?

Bardzo dobrze. Teściowa pilnowała temperatury. Goniła nas, żeby zamykać drzwi i nie wpuszczać zimnego powietrza. Teraz same robiłyśmy dokładnie to samo.

 

Czyli zaczęłyście od zakwasu?

Tak. Zakwas przygotowywałam przez tydzień. Na początku 100 gramów mąki i 100 gramów letniej wody. Potem codziennie, mniej więcej o tej samej porze, dokarmiałam go po 50 gramów mąki i wody.

 

Po czym wiadomo, że jest gotowy?

Zaczyna pracować, pojawiają się pęcherzyki. Wtedy widać, że można iść dalej.

 

A ziemniaki?


Reklama

One robią robotę. Dzięki nim chleb jest miękki, sprężysty i długo zachowuje świeżość. Co ciekawe, im dłużej leży, tym lepiej smakuje. Dawniej piekło się raz na tydzień i taki bochenek miał ten czas wytrzymać.

 

To był Wasz pierwszy wspólny wypiek?

Tak, pierwszy taki na konkurs. W zeszłym roku nie mogłyśmy wystartować. Teraz czas pozwolił i postanowiłyśmy spróbować.

 

Przepis dostałyście od teściowej?

Tak, od naszej Agnieszki z Lejkowa. Tylko że ona wszystko robi na oko. Nie ma dokładnych gramatur. Dzwoniłyśmy więc do niej, wypytywałyśmy o składniki i kolejność. Resztę trzeba było wyczuć.

 

Wiedziała, że jej receptura idzie na konkurs?

Nie od początku. Była zaskoczona.

 

Mówiłyście że piekłyście do nocy?

Tak. To nie jest chleb, który robi się w godzinę. Najpierw zakwas, potem ciasto, potem pilnowanie pieca. To musi trwać.

 

A zawodowo zajmujecie się czymś zupełnie innym.

Jesteśmy żołnierkami zawodowymi.

 

Czyli w tygodniu mundur, a przed konkursem mąka po łokcie?

Reklama

Można tak powiedzieć. Ale chyba właśnie dlatego ten wypiek tak nas wciągnął. To zupełnie inny rytm. Trzeba czekać, obserwować, niczego nie przyspieszać.

 

Jesteście z Wielbarka?

Mieszkamy tutaj od lat. Jedna z nas od dziewięciu, druga od dziewiętnastu. Pochodzimy jednak z Kurpi, z okolic Myszyńca. Mamy rodzinne związki z Łuką i Księżym Laskiem.

 

Czy po wygranej będzie można ten chleb gdzieś kupić?

Na razie nie. Nie pieczemy go na sprzedaż. To był rodzinny przepis i pierwszy taki wspólny wypiek.

 

Ale skoro wygrał, może teraz zacznie żyć własnym życiem?

Zobaczymy. Najważniejsze, że udało się odtworzyć smak, który pamiętała rodzina. I że komuś jeszcze smakował na tyle, żeby dać nam pierwsze miejsce.

To właśnie chleb Małgorzaty i Moniki Klimek zwyciężył w konkursie podczas Festiwalu Chleba w Wielbarku. Receptura nie powstała w pracowni technologicznej ani w piekarni. Przetrwała w pamięci, w rozmowach i w jednym zdaniu, które w takich rodzinnych przepisach pojawia się najczęściej: „wszystko na oko”.

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama