Tygodnik Szczytno

Wtorek, 13 Październik
Imieniny: Krystyny, Maksa, Serafiny –

Reklama

Reklama

Trump kontra media. Niemczuk: wojny z wolną prasą nie wygrywa się bez ceny

Donald Trump zamknął drzwi Białego Domu przed częścią krytycznych mediów, a Jerzy Niemczuk widzi w tym coś więcej niż kolejny polityczny konflikt. W felietonie „O walce z mediami” pisze o granicach władzy, znaczeniu niezależnego dziennikarstwa i o tym, dlaczego próba uciszenia niewygodnych pytań może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Spór jest realny: CNN, MS NOW i Politico zakwestionowały ograniczenie dostępu w sądzie, a inne redakcje odpowiedziały akcją solidarnościową.

  • Trump kontra media. Niemczuk: wojny z wolną prasą nie wygrywa się bez ceny.
  • Data:

O walce z mediami
Trump - niedouczony automatyczny korektor wciąż podkreśla jego nazwisko na czerwono jako błąd, jeszcze do niego nie dotarło, kto jest już drugą dekadę prezydentem Stanów Zjednoczonych - uznał, że nie będzie się spotykał z dziennikarzami CNN i portalu Politico, bo to, co o nim piszą, korzystając z wolności słowa, mu się nie podoba.


Zakazał im wstępu do Białego Domu i pozabierał akredytacje. W dziejach świata to nic nowego, była cenzura kościelna, królewska, cesarsko-królewska, bolszewicka, sam przeżyłem wiele lat z półprzymkniętą przez cenzurę gębą, ale w dziejach amerykańskiej demokracji to całkowite novum, i jawne pogwałcenie pierwszej poprawki do konstytucji. Do niej Amerykanie są bardziej przywiązani niż do posunięć Trumpa, który robi, co mu się podoba i osiąga skutki przeciwne do zamierzonych oraz postępuje wbrew rozumowi, bo go nie używa albo wręcz nie posiada, na co istnieją liczne dowody.  


W odruchu solidarności wszystkie liczące się media w USA, nawet Fox News, które dotąd Trumpowi sprzyjały, zapowiedziały, że będą bojkotowały spotkania z prezydentem, co też się do tej pory nie zdarzyło. 
Wygląda na to, że jeśli Trump miał złą prasę, co mu się nie podobało, to teraz będzie miał jeszcze gorszą, bo zjednoczoną przeciwko niemu i nie poprze ona jego starań o pokojową nagrodę Nobla, nie tylko z powodu wojen, które wywołał i do tej pory się nie zanosi, że je zakończy. Także dlatego że wywołał wojnę z wolnymi mediami, z którymi nikt dotąd nie wygrywał poza dyktatorami, pakującymi dziennikarzy do więzień i łagrów. Tymczasem zamyka imigrantów, którzy zawsze byli solą amerykańskiej ziemi i budowali jej potęgę od samego początku na ziemiach odebranych prawowitym mieszkańcom.


Reklama


Gdybyśmy Trumpa nie znali, to byśmy pomyśleli, że to dziwne, ale zdążyliśmy poznać, więc mamy prawo uważać, że to do niego podobne i kieruje się wyłącznie własnym gustem, który jest bardzo specyficzny. 


Gustował wprawdzie w naszym poprzednim prezydencie, chociaż nie do końca, skoro nie zdecydował się zasiąść z nim do stołu i Duda zawisł przy stole w niewygodnym przysiadzie bez podparcia krzesłem. Gustuje w dzisiejszym, którego nazywa swoim przyjacielem, ale nie znajduje czasu, żeby z nim porozmawiać. 
Może uznał, że wie, o co chodzi, więc nie warto tracić czasu na siedzenie. Wystarczy mu deklaracja, że go podziwiają i są mu wdzięczni. Co mu się zapewne podoba. 


Prawdziwi dziennikarze w imieniu odbiorców zadają pytania. To są trudne pytania, a na takie nie ma łatwych odpowiedzi. 


Są przywódcy, którzy co innego mówią a co innego myślą. Trump za każdym razem mówi bez zastanowienia coś przeciwnego, niż powiedział wcześniej a myślenie pomija, sądząc zapewne, że nikt nie zauważy. Uznał, że prawda w obecnych czasach nie ma znaczenia i niestety jest w tym sporo prawdy. 


Jednak rażąca niespójność i sprzeczności, dają to do myślenia także jego wyborcom, co może zaważyć na jego dalszych losach, jeśli mimo wszytko zostanie dyktatorem. 

Reklama


Media, te prawdziwe i niezależne, które jeszcze przetrwały - nie mam na myśli internetowych konfabulacji napędzanych chciwymi algorytmami - pełnią w nowoczesnym świecie niebagatelną rolę. W naszym kraju o dwie długości wyprzedzają prokuraturę, wykrywają kolejne afery, drążą umorzone bezpodstawnie śledztwa i patrzą na lepkie łapy każdej władzy. Nie tylko tej centralnej, ale też wszystkim lokalnej, gdzie władzy się przeciwstawić jest trudniej i ryzyko większe, bo większe jest poczucie bezkarności miejscowych notabli.   


Solidarność amerykańskich dziennikarzy może się okazać aktem znacznie ważniejszym dla losów Trumpa, niż nam się dzisiaj wydaje. Veto demokracji w obronie prawa do prawdy powinno wybrzmieć donośnie. 
Tymczasem to prawo potwierdził amerykański sąd, a to znaczy, wieści o śmierci demokracji w tym kraju są przedwczesne. 
Jerzy Niemczuk

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama