„To nie jest koniec porozumienia”. Karol Furczak o podatkach, radnych i pęknięciu większości
Porozumienie programowe miało dać burmistrzowi Stefanowi Ochmanowi 12 głosów w 21-osobowej Radzie Miejskiej. Przy podwyżce podatku od nieruchomości projekt ratusza poparło jednak tylko czterech sygnatariuszy porozumienia. Karol Furczak, zastępca burmistrza Szczytna, mówi wprost: wynik go zaskoczył, ale nie uważa go za koniec współpracy. Ratusz nie wycofuje się też z podwyżki. - Będziemy rozmawiać i przekonywać radnych - zapowiada.
Jeszcze w grudniu 2024 roku burmistrz Stefan Ochman i 12 radnych podpisali Programowe Porozumienie Samorządowe, które miało dać miastu stabilną większość. Przy głosowaniu nad podatkami ta matematyka przestała działać. Projekt ratusza poparło tylko czterech sygnatariuszy porozumienia. Karol Furczak, zastępca burmistrza Szczytna, przyznaje, że wynik go zaskoczył, ale nie widzi w nim końca współpracy. Rozmawiamy o napięciu w radzie miejskiej, co to oznacza dla zwykłego Kowalskiego i czy radni, burmistrz dojdą do porozumienia?
Zacznijmy od wyniku. Dwanaście osób podpisało porozumienie z burmistrzem, a przy podatkach projekt poparło czterech jego sygnatariuszy. To jeszcze jest stabilna większość?
To na pewno nie jest koniec porozumienia. Stwierdzenie, że wszystko się rozsypało, byłoby na wyrost. Rozmowy trwają. W tej konkretnej sprawie gdzieś pojawił się problem komunikacyjny, ale to nie oznacza, że współpraca się skończyła.
Problem komunikacyjny brzmi dość łagodnie. Czterech sygnatariuszy zagłosowało przeciw, jeden się wstrzymał, trzech nie przyszło. Projekt burmistrza dostał cztery głosy z dwunastu.
Zgadza się, ten wynik był dla nas pewnym zaskoczeniem. Ale radni mają swoje zdanie i swoje argumenty. My nie zamierzamy się na nich obrażać. Trzeba usiąść, porozmawiać i znaleźć wspólny mianownik.
18 września za proponowanymi przez miasto stawkami zagłosowali Adam Cudak, Danuta Kijewska, Adam Przychodko i Klaudiusz Woźniak. Przeciw było dziesięciu radnych, jeden wstrzymał się od głosu, a sześciu nie uczestniczyło w sesji. Spośród 12 sygnatariuszy porozumienia czterech było przeciw, jeden się wstrzymał, a trzech było nieobecnych.
Czyli zachowanie części radnych was rozczarowało?
Bardziej zaskoczyło. Taka jest lokalna polityka. Każdy ma swoje relacje, swoje spojrzenie i czasem chce też zaznaczyć swoją obecność. Być może ten element również miał znaczenie. Ale nie robimy z tego konfliktu.
Mówi pan, że radni chcieli „zaznaczyć swoją obecność”. Czyli to głosowanie było bardziej sygnałem politycznym niż sprzeciwem wobec samych podatków?
Nie chciałbym tego tak jednoznacznie interpretować. Radni mają prawo do własnej decyzji. Natomiast rzeczywiście czasami takie głosowanie pokazuje też, że ktoś chce zwrócić uwagę na swoje stanowisko. Dlatego właśnie potrzebna jest rozmowa.
Tyle że porozumienie podpisano po to, żeby przy ważnych decyzjach burmistrz miał większość. Jeśli przy podatkach jej nie było, to co właściwie daje ten dokument?
Porozumienie obejmuje dużo więcej niż jedno głosowanie. W wielu sprawach radni współpracują z burmistrzem i pomagają realizować wspólne postulaty. Jedna różnica zdań nie przekreśla całej współpracy.
Programowe Porozumienie Samorządowe podpisano 12 grudnia 2024 roku. Obejmowało m.in. gospodarkę komunalną, transport, rozwój, edukację, kulturę, sport oraz naprawę finansów miasta. Dokument zakładał również stały dialog pomiędzy burmistrzem i radnymi.
Było przed głosowaniem ustalenie, że podatki będą co roku podnoszone niewielkimi krokami, żeby po kilku latach nie robić jednorazowego skoku?
Tak. Taki kierunek przyjęliśmy i nadal chcemy się go trzymać. Chodzi o niewielkie, przewidywalne zmiany, żeby nie doprowadzić kiedyś do sytuacji, w której trzeba będzie podnieść stawki na przykład o kilkanaście procent.
Skoro było takie ustalenie, to dlaczego część radnych, którzy je współtworzyli, zagłosowała przeciw?
I właśnie o tym będziemy rozmawiać. Być może gdzieś zabrakło komunikacji, być może trzeba było pewne rzeczy jeszcze raz dokładniej przedstawić. Nie chcę dziś przypisywać komuś winy.
A kto odpowiada za ten „błąd komunikacyjny”? Urząd nie przekonał radnych czy radni zapomnieli o wcześniejszych ustaleniach?
Nie chciałbym wskazywać jednej strony. Komunikacja zawsze działa w dwie strony. Jeżeli coś nie zadziałało, trzeba to naprawić. Dla mnie ważniejsze jest teraz to, żeby usiąść do stołu i ustalić, jak idziemy dalej.
Projekt przepadł. Wracacie z nim?
Tak. Będziemy jeszcze tę podwyżkę proponować i przekonywać radnych.
Czyli mieszkańcy powinni zakładać, że temat wyższych stawek podatku od nieruchomości wróci?
Tak. Nie wycofujemy się z samego założenia. Uważamy, że niewielkie, regularne zmiany są lepsze niż zamrożenie stawek na kilka lat, a później duża podwyżka.
Miasto chciało podnieść stawkę podatku od budynków mieszkalnych z 1,20 do 1,26 zł za metr kwadratowy. Dla mieszkania o powierzchni 60 metrów oznaczałoby to wzrost o 3,60 zł rocznie. Cały pakiet zmian miał przynieść budżetowi około 446 tys. zł dodatkowych dochodów.
446 tys. zł to już konkretna kwota. Na co miasto chciałoby ją przeznaczyć?
To są środki, które mogą pozwolić poprawiać usługi miejskie. Jednym z przykładów jest komunikacja miejska. Możemy wrócić do rozmowy o utworzeniu czwartej linii autobusowej i uporządkowaniu obecnego układu.
Czyli podwyżka podatków mogłaby pomóc sfinansować czwartą linię?
Tak, to jeden z przykładów. Dzisiaj na liniach numer 2 i 3 zdarzają się sytuacje, że dwa autobusy jadą jeden za drugim, bo mamy tak dużo pasażerów. Czwarta linia mogłaby część tego ruchu przejąć i lepiej rozłożyć komunikację w mieście.
To jest już argument, który mieszkańcy mogą policzyć: wyższy podatek w zamian za konkretną usługę. Dlaczego tego nie udało się sprzedać radnym przed głosowaniem?
Być może właśnie tu zabrakło rozmowy. Dlatego chcemy do niej wrócić. Trzeba pokazywać nie tylko samą podwyżkę, ale też to, co miasto może dzięki dodatkowym dochodom zrobić.
Ale radni mogą odpowiedzieć: najpierw poszukajcie oszczędności, dopiero potem sięgajcie do kieszeni mieszkańców.
I mają prawo taki argument postawić. My musimy wtedy pokazać, jak wygląda budżet, jakie są koszty usług, jakie mamy potrzeby i co możemy sfinansować. To jest właśnie rozmowa, która powinna się odbyć.
Po głosowaniu odbyło się spotkanie sygnatariuszy porozumienia?
Nie było jeszcze oficjalnego spotkania. Radni mają pracę, swoje obowiązki i nie udało się wszystkich zebrać. Takie rozmowy są jednak przed nami.
Czyli na dziś nie usiedliście jeszcze wspólnie i nie wyjaśniliście, dlaczego projekt dostał cztery głosy z dwunastu?
Nie w pełnym składzie. Rozmawiamy indywidualnie, ale spotkanie całego środowiska dopiero przed nami.
Nie martwi pana, że tak ważne głosowanie odbyło się bez wcześniejszego upewnienia się, czy macie większość?
Można powiedzieć, że to jest dla nas doświadczenie. W przyszłości pewne rzeczy trzeba będzie jeszcze dokładniej komunikować. Ale nie widzę powodu, żeby z jednego głosowania robić trwały konflikt.
Przyzna pan jednak, że z punktu widzenia burmistrza był to sygnał ostrzegawczy?
Był to sygnał, że trzeba więcej rozmawiać. I tyle. Nie traktowałbym tego jako początku rozpadu porozumienia.
Najmocniejszy sygnał przyszedł ze Wspólnie dla Szczytna. Żaden obecny radny tego środowiska nie poparł podatków. Czterech zagłosowało przeciw, jeden się wstrzymał. To przypadek?
Nie chcę wypowiadać się za radnych ani za całe środowisko. Każdy z nich może wyjaśnić swoją decyzję. My będziemy z nimi rozmawiać.
Nie ma więc konfliktu między ratuszem a Wspólnie dla Szczytna?
Z naszej strony nie ma. Są różnice zdań i trzeba je wyjaśniać. To normalne w radzie.
Tylko przy większości wynoszącej dokładnie 12 głosów wystarczy, że kilka osób zagłosuje inaczej i burmistrz tej większości nie ma.
Dlatego od początku tej kadencji burmistrz stara się szukać wspólnego mianownika. Nie zawsze będzie tak, że każdy projekt dostanie wszystkie 12 głosów. Ważne, żeby w najważniejszych sprawach można było dojść do porozumienia.
Za chwilę budżet na 2027 rok. To będzie prawdziwy test tego porozumienia?
Budżet zawsze jest jednym z najważniejszych głosowań w roku. Będziemy rozmawiać z radnymi, przedstawiać projekt i szukać poparcia.
Po podatkach ma pan pewność, że burmistrz nadal może liczyć na 12 głosów?
W polityce samorządowej nie chciałbym mówić o pewności przy każdym pojedynczym głosowaniu. Mogę powiedzieć, że porozumienie nadal obowiązuje i chcemy je realizować.
Czyli nie mówi pan: „mamy 12 głosów”, tylko: „będziemy o te głosy zabiegać”?
Każdą uchwałę trzeba radnym przedstawić i uzasadnić. Podpisanie porozumienia nie zwalnia nas z rozmowy. Tak to rozumiem.
A jeśli przy kolejnym podejściu do podatków projekt znowu upadnie?
Wtedy będziemy analizować sytuację i zastanawiać się, co dalej. Na razie chcemy rozmawiać i przekonać radnych do naszego rozwiązania.
Czy po tym głosowaniu czuje pan, że porozumienie trzeba na nowo poukładać?
Bardziej przypomnieć sobie, po co zostało zawarte. Mamy wspólne postulaty i konkretne rzeczy do zrobienia. Różnica przy jednej uchwale nie powinna tego przekreślać.
Czyli: podwyżka wróci, rozmowy z radnymi dopiero przed wami, a porozumienie – według ratusza – nadal działa?
Tak. Będziemy rozmawiać, szukać wspólnego mianownika i przekonywać do rozwiązań, które uważamy za potrzebne. Na nikogo się nie obrażamy. Porozumienie przede wszystkim.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

