„To nie była decyzja przeciw mieszkańcom”. Wojciech Grochowalski o blokadach na Facebooku GOK
Tak, podjąłem decyzję o zablokowaniu trzech osób. Nie z powodu krytyki, tylko dlatego, że uznałem ich działania za szkodliwe dla GOK - mówi Wojciech Grochowalski, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Dźwierzutach. Sprawa wywołała skargę, która wróci na nadzwyczajną sesję rady. Najważniejsze pytanie pozostaje jednak bez zmiany: czy dyrektor publicznej instytucji miał prawo odciąć mieszkańca od oficjalnego profilu GOK? Sam Grochowalski odpowiada: tak. Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca natomiast uwagę, że blokowanie użytkowników na profilach instytucji publicznych budzi poważne wątpliwości i powinno mieć wyraźną podstawę prawną.
Zacznijmy od rzeczy najprostszej. To pan zdecydował o zablokowaniu mieszkańców na profilu GOK?
– Tak. Zablokowane zostały trzy osoby. Podjąłem tę decyzję jako dyrektor i administrator profilu.
Dlaczego?
– Nie dlatego, że ktoś napisał, że nie podoba mu się wydarzenie czy sposób działania GOK. Krytyka sama w sobie nie jest problemem. Chodziło o osoby, które – w mojej ocenie – działały na szkodę wizerunku instytucji, wywoływały kolejne konflikty i nie chciały podjąć rozmowy. Mimo próśb moich i pana wójta.
Ale to nadal pana ocena. Kto rozstrzyga, gdzie kończy się krytyka, a zaczyna działanie „na szkodę”?
– Jako menedżer instytucji muszę podejmować również takie decyzje. Nie każda z nich jest łatwa. Nie kierowałem się sympatią czy antypatią. To nie była prywatna wojna. Konsultowałem sprawę prawnie i z uzyskanej opinii wynikało, że mogę zarządzać profilem w taki sposób.
Czy ta opinia prawna mówiła wprost: dyrektor GOK może zablokować mieszkańca na oficjalnym profilu instytucji publicznej?
– Z opinii wynikało, że prowadzenie Facebooka nie jest obowiązkiem GOK, a profil pozostaje narzędziem zarządzanym przez instytucję. Dlatego uznałem, że mam prawo reagować.
Tu właśnie pojawia się problem. Skoro profil istnieje i służy GOK do komunikowania mieszkańcom wydarzeń, zaproszeń i informacji, to nie jest już prywatny profil Wojciecha Grochowalskiego. To oficjalny kanał publicznej instytucji. Dlaczego więc mieszkaniec ma zostać z niego wykluczony decyzją jednej osoby?
– Bo to nie wyglądało tak, że ktoś napisał jeden krytyczny komentarz i został zablokowany. To nie była zwykła krytyka. Te osoby od dłuższego czasu, w mojej ocenie, działały przeciwko instytucji. Próbowałem rozmawiać. Zapraszałem do rozmowy. Nie było takiej woli. Poza tym nie prawdę jest, że odciąłem te osoby od informacji, bo wszystko co dzieje się w GOK znajduje się na oficjalnej internetowej stronie GOK Dźwierzuty. Jest tam pełen informacja z naszych wydarzeń łącznie z galeriami. Czyli ci mieszkańcy dostęp do informacji mają.
Czy przed zablokowaniem dostały ostrzeżenie? Informację, co konkretnie naruszyły?
– Nie przypominam sobie formalnego ostrzeżenia w takim znaczeniu, jak pan pyta. To nie jest profil prowadzony na podstawie jakiegoś obowiązku ustawowego. Natomiast powtarzam: decyzja nie była przypadkowa.
Czy macie regulamin moderowania komentarzy? Dokument, który mówi: za to usuwamy komentarz, za to ostrzegamy, a za to blokujemy użytkownika?
– Nie mamy takiego regulaminu w formie osobnego dokumentu. Bo do tej pory społeczność Facebook GOK funkcjonowała bardzo kulturalnie, życzliwie i wspierająco. Ale być może ta sytuacja jest dobrym momentem, aby taki regulamin opracować. Aby nie było żadnych wątpliwości.
Komisja Skarg, Wniosków i Petycji napisała, że nie przedstawił pan materiałów pozwalających ustalić, co dokładnie doprowadziło do blokady. Dlaczego nie pokazał pan radnym screenów czy komentarzy?
– Wyjaśniłem swoje stanowisko. Powiedziałem też, że jeżeli sprawa trafi do sądu, wtedy przedstawię materiały, które posiadam. Z opinii którą uzyskałem z kancelarii prawnym wynika, że rada nie jest organem właściwym do prowadzenia tego rodzaju postępowania.
Ale skarga dotyczy właśnie pana działania jako dyrektora gminnej instytucji. Radni pytają więc, na jakiej podstawie podjął pan decyzję. Czy pokazanie materiałów nie zakończyłoby sporu?
– Być może. Nie jestem prawnikiem. Opieram się na opinii pani mecenas z gminy i własnej kancelarii pranej i obie instytucje poinformował mnie, że komisja nie ma narzędzi do rozstrzygania takiej sprawy.
Tyle że Rzecznik Praw Obywatelskich wskazuje coś odwrotnego w jednej kwestii: jeśli użytkownik uważa, że został arbitralnie zablokowany na oficjalnym profilu instytucji, skarga z art. 227 KPA pozostaje obecnie jednym z podstawowych środków ochrony.
– Nie znam tej konkretnej sprawy ani tego stanowiska. Ja opieram się na opinii, którą otrzymałem w naszej sprawie.
Dlatego pytam jeszcze raz, już bez całej otoczki: czy uważa pan dzisiaj, że miał pan prawo zablokować mieszkańca na oficjalnym profilu GOK?
– Tak. Uważam, że miałem takie prawo. I dodam, że sama krytyka nie byłaby podstawą do blokowania. Gdyby ktoś napisał: „nie podoba mi się to” albo „uważam, że GOK działa źle”, nie widzę problemu. Chodziło o szerszy kontekst i o działania, które – w mojej ocenie – szkodziły instytucji.
Czyli przyznaje pan jednocześnie, że była to decyzja oparta na pana ocenie sytuacji?
– Oczywiście, że jako dyrektor musiałem tę sytuację ocenić. Ale nie robiłem tego pod wpływem emocji. Korzystałem między innymi z konsultacji prawnej.
Dlaczego nie zgłosiliście problematycznych treści Facebookowi albo – jeśli uważał pan, że ktoś narusza prawo – policji czy sądowi?
– Facebook nie zawsze rozwiązuje takie sytuacje. A jeśli chodzi o drogę prawną, ona nie jest wykluczona. Natomiast jako administrator profilu muszę też reagować tu i teraz.
Czy blokada trwa do dziś?
– Nie. Dwie osoby zostały dawne odblokowane. I mam nadzieję, że na swoich profilach zaczną też udostępniać nasze wydarzenia i je promować. Nigdy nie zamykałem drzwi do rozmowy. Właśnie tego mi w całym tym konflikcie brakuje. Wielokrotnie próbowałem doprowadzić do rozmowy. Zapraszałem do GOK, na rozmowę. I Natal to robię. Łatwo schować się za komputerem, trudniej stanąć twarzą w twarz. Ale to byłoby uczciwsze. Nadal zapraszam serdecznie. Co do trzeciej osoby moje wątpliwości wciąż są dlatego tej decyzji jeszcze nie podjąłem. Ale nie wykluczam tego.
Pan mówi: zapraszałem do rozmowy. Oni składają skargę. Gdzie pana zdaniem wszystko się rozjechało?
– W momencie, w którym zamiast przyjść i powiedzieć: „Wojtek, dlaczego tak zrobiłeś?”, zaczęły się kolejne pisma, skargi i publiczne ataki. Ja naprawdę nie chcę z nikim wojować. Chcę prowadzić GOK. Rozwijać kulturalnie naszą gminę.
Na ostatniej sesji sołtys Łupowa Katarzyna Szynkiewicz stanęła w pana obronie i apelowała, żeby pozwolono panu pracować. Czuje się pan dziś bardziej dyrektorem GOK czy stroną konfliktu?
– Zdecydowanie chciałbym być wyłącznie dyrektorem. Mamy budżet, wydarzenia, projekty, kolejny rok pracy. A mnóstwo czasu pochłania odpowiadanie na skargi i spory. To nie pomaga instytucji.
Nie uważa pan jednak, że można było uniknąć części tego konfliktu, gdyby GOK miał od początku jasny regulamin moderacji Facebooka?
– Być może tak. To jest rzecz, o której można rozmawiać. Każda taka sytuacja pokazuje też, co trzeba doprecyzować.
Czy po tej historii taki regulamin powstanie?
– Na pewno powstanie.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

