Tygodnik Szczytno

Wtorek, 29 Wrzesień
Imieniny: Libuszy, Wacławy, Wacława –

Reklama

Reklama

„Pijawki na nogach, błoto nad głową”. Francuz zapisał swoją kalwarię w Rańsku

Boso, po łydki w zimnej wodzie. Pijawki przyczepione do nóg, błoto spadające z łopaty na głowę, wymioty i praca, której nie wolno było przerwać. W kolejnym, 11. odcinku historii odkrywanej przez Tomasza Bojanowskiego francuski żołnierz zapisał jeden z najbardziej przejmujących dni swojej niewoli w Rańsku. Ale lipiec 1940 roku to także Marsylianka śpiewana przez wieś, plotki o klęskach Niemców, gest solidarności z Polakami i kilka chwil wolności, które w obozowej rzeczywistości znaczyły więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

  • „Jestem wyżęty”. Francuski jeniec w Rańsku walczył już nie z wojną, lecz z własnym ciałem.
  • Data:

Diem Peridi #11
Niedziela, 14 lipca : Gorzkie i bolesne wspomnienia. Pada deszcz. Pada także w moim sercu i nie potrafię ukryć łez. Podły dzień! Jakże chciałbym, żeby był zeszły rok! Wracając wieczorem, maszerujemy trójkami przez wieś i śpiewamy Marsyliankę! Niesłychane! Podobno Rosja jest w stanie wojny z Niemcami i stoi już na ich granicy. Fryce mieliby być zmuszeni do wycofania wojsk z Francji. Wojna przeciwko Anglii jeszcze na dobre się nie zaczęła. Co się tak naprawdę dzieje?


We wtorek 16 lipca, podczas robót ziemnych, dostaję kopniaka od konia w lewy pośladek! Siniak pozostanie tam na długo. Przez kilka dni na moją skórę spadają ulewy, ponieważ pracujemy z nagimi torsami. Nasz strażnik mierzy stoperem czas wszystkich naszych prac; staje się coraz bardziej upierdliwy.


W czwartek 18 lipca jadę traktorem, prowadzonym przez polskiego jeńca, po piasek do lasu Kürt. Jest ciężko, ale towarzyszy nam pewne poczucie wolności! Oddychamy trochę głębiej – mój kolega Gabriel Mouillot i ja – ponieważ jesteśmy tylko z dwoma Polakami! Niemcy muszą dostawać w kość, bo mają nietęgie miny!
Sobota, 20 lipca: zbieramy żniwo (snopy) i pijemy sznapsa.


Niedziela, 21 lipca: Wygotowujemy naszą bieliznę – to niewiele, co mamy – ponieważ u jednego chłopaka pojawiły się wszy. Przyszywam łaty do spodni. Nasz Wachmann zauważył, że z marynarkami przewieszonymi przez ramię wyglądamy jak Polacy (dla Niemców to najwyższa zniewaga, bo Polacy są dla nich „czarną owcą”). W odpowiedzi natychmiast kłaniamy się wszystkim Polakom, których mijamy. Mówi się o odesłaniu dwóch naszych kolegów do Stalagu. Zeszłej zimy było tu -42°C! Zdarza się to od czasu do czasu i drzewa owocowe tego nie wytrzymują.
W poniedziałek 22 lipca otrzymujemy skromny żołd za 15 dni: 6 marek Rzeszy i 50 fenigów. Są to jednak tylko marki obozowe, które nie mają żadnej wartości! Kupuję u Friedricha szczoteczkę do zębów i pastę, po czym zabroniono nam kupować czegokolwiek. Podobno Ameryka jest w stanie wojny z Niemcami.


Reklama


W sobotę 27 lipca mamy nowego strażnika. Ciągle się kłóci i nie chce nam dać ani minuty spokoju. Co za „nabytek”! Zostaję przez niego obficie zrugany.


Niedziela, 28 lipca: idziemy nad jezioro. Nowy strażnik wciąż terroryzuje kolegów. Po południu zamykają nas w bunkrze. Ulewny deszcz. Bardzo cierpimy już z powodu zimna, bo jesień zaczęła się tutaj na początku lipca!
W poniedziałek 29 lipca kopiemy ogromny rów. Stoję boso w zimnej wodzie i błocie. Od czasu do czasu muszę unieść nogę, aby oderwać od łydek kilka krwiożerczych pijawek, które mocno się przyczepiły! I tak przez cały dzień w deszczu. Łopatą muszę kopać i wyrzucać błotnistą ziemię na ponad dwa metry wysokości, a ta często spada mi na głowę! Co za kalwaria!

 

To straszny dzień, bo dodatkowo boli mnie głowa i wymiotuję, ale muszę dalej pracować w wodzie i błocie. Pracuję bez przerwy, jak galernik, i to w pełnym pędzie. Jestem wycieńczony. Wyżęty! Widząc mój opłakany stan, strażnik porozmawiał z szefem, a ten łaskawie zgodził się przenieść mnie w inne miejsce – głównie dlatego, że tak mu było wygodniej!

 


W czwartek 1 sierpnia przydzielają mnie do pilnowania krów! Zajmuję miejsce biednego chłopaka, którego Niemcy przezywali „der Jude” (Żyd). To dość monotonne zajęcie, ale przynajmniej tutaj będę mógł trochę odzyskać siły. Bardzo tego potrzebuję, bo jestem „dętką”.

Reklama

Stara pocztówka z „Rheinswein, Ostpreussen” [Rańsk, Prusy Wschodnie] zaczerpnięta ze strony „ciekawemazury.pl”, przedstawiająca widok na mleczarnię.



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama