O głupstwach – felieton Jerzego Niemczuka
Świat stał się całkowicie nieprzewidywalny. Nasza przyszłość nadchodzi po cienkim lodzie, nasza wyobraźnia podsuwa różne scenariusze, także i takie, w których dla naszego świata nie ma już żadnej przyszłości. Te jednak zachowuję sobie na chwilę ostatnią.
Z drugiej strony nie można przed samym sobą udawać, że to, co się dzieje, zachowuje przynajmniej pozory racjonalności. W naszym kraju tak jest do poziomu zarządzania gminami i miastami. Na wyższym panuje kompletna degrengolada. Opozycja, zamiast się rozsądnie zjednoczyć, bo tego od niej oczekują wyborcy, którzy do pełnej władzy chcą ich doprowadzić, gra partykularnie o władzę wątlejszą, częściową, ale własnościową, która im pozwoli ledwie urządzić się u władzy, nie da jednak decydującej przewagi, żeby kraj wrócił na normalne tory.
To, co do tej pory się stało, powinno raz na zawsze zmusić wszystkie cywilizowane formacje do wspólnego działania i odebrać szansę ludziom, którzy zawinili w pandemii nadmiarowymi zgonami, sprowadzali bezwartościowe respiratory, maseczki nie mające atestów przepłacając za nie w trójnasób, zdemolowali polski wywiad, pozbyli się najbardziej kompetentnych wojskowych dowódców, awansując w ich miejsce ludzi bez doświadczenia poza wszelkim trybem, zniszczyli nieźle już funkcjonujący system szkolnictwa, obsadzili swoimi większość instytucji kultury, sparaliżowali rozwój energii wiatrowej, obiecali węgiel, który zalega wprawdzie w kopalniach, ale w najmniejszym stopniu nie zadbali, żeby podtrzymać ich funkcjonowanie, tam gdzie to ma sens, zamiast tego kupowali tani od Rosji, a potem wygenerowali konflikt z
Czechami o kopalnię węgla brunatnego, za co do tej pory płacimy kary, a końcu zablokowali dostęp do unijnych środków tylko po to, żeby przejąć sądy, bo w przyszłości ma im to zapewnić bezkarność za to wszystko, co czynili i zachować władzę. Rejestr przewin jest o wiele dłuższy, ale zamknę go formułą et cetera…
Wsłuchuję się w słowa nieformalnego władcy kraju, który objeżdża miasteczka i w prostych frazach opowiada herezje, od których sens dawno odleciał jak większość ptaków z naszych lasów. To już nie głupstwa, ale kumulacja bełkotu. Do tej pory posługiwał się insynuacjami, za którymi można się było domyślać jakieś nieujawnianej wiedzy. Ostatnio staje przed ludem jako figuracja obnażonego bezsensu.
Popis niewiedzy i braku kompetencji. Głupstwa szerzone z najwyższej grzędy władzy przez człowieka, który o naszych losach decyduje i którego słowa spływają na niżej posadzonych i obdarzonych łaską wiary w jego nieomylność, muszą powodować w ich mózgach nieodwracalne zmiany. Na jeszcze gorsze. O ile to tylko możliwe. Jednak tak. Szef NBP, którego celem jest dbanie o bezpieczeństwo naszych pieniędzy, chyłkiem pcha nas w coraz głębszą inflację, a dwójkę członków rady polityki pieniężnej, którzy przed tym przestrzegają, chce oskarżyć przed sądem. Ujawnianie głupstw, kiedy są czynione, ma być karalne.
Jeśli bezwstydnie obnażona głupota ma być wektorem polityki, to tylko głupich skutków należy się spodziewać, a odczują je wszyscy wcześniej czy później, kiedy wyjdzie na jaw, że żyjemy w krainie głupców rozlanym mlekiem płynącej.
A jednak do tej pory ta władza bezprawnie bezkarna zachowuje poparcie. Ono maleje, ale w stopniu niewspółmiernym do szkód, jakie wyrządza. Jedynym sposobem na utrzymanie poparcia były daniny, hojnie serwowane z naszych podatków i posady dzielone między popleczników. Ochłapokracja. Za naszą wolność i przyszłość - nasza przyszłość nie jest ich przyszłością, a nasza wolność jest dla nich przeszkodą - to i tak marna cena.
Jerzy Niemczuk
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

