Ks. Andrzej Preuss. Nawet choroba nie odebrała mu apetytu na życie
Ks. Andrzej Preuss nie chciał, by choroba zamknęła go wyłącznie w roli pacjenta. Nawet wtedy, gdy poruszał się już na wózku, potrafił zrobić coś, czego wielu zdrowych ludzi nigdy by nie spróbowało. W Gdańsku skoczył ze spadochronem z samolotu. W tej wyprawie towarzyszył mu Rafał Zawalniak, jeden z jego opiekunów.
To nie był gest dla efektu. Był w tym cały ks. Andrzej. Choroba odbierała mu kolejne możliwości, ale on wciąż pokazywał, że życie nie kończy się na diagnozie. Że można się bać, można cierpieć, można mieć słabsze dni, a mimo to nadal szukać radości, ludzi, rozmowy i doświadczeń. Pokazywał nie tylko, jak umierać z wiarą. Pokazywał też, jak żyć, dopóki życie trwa. I właśnie dlatego jego historia poruszała tak wielu. Nie dlatego, że udawał, iż choroby nie ma. Przeciwnie - mówił o niej otwarcie. Ale nie pozwalał, żeby to ona była jedyną opowieścią o nim.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

