Ewakuacja w Wielbarku miała inny ciężar. Ta szkoła naprawdę już płonęła
Ćwiczenia ewakuacyjne w Szkole Podstawowej i Przedszkolu Samorządowym w Wielbarku nie były tylko kolejnym punktem z procedury bezpieczeństwa. To miejsce ma własną pamięć pożaru. W nocy z 2 na 3 marca 2011 roku ogień zniszczył zabytkowy budynek gimnazjum, a blisko 300 uczniów zostało bez swojej szkoły. Dlatego alarm przeprowadzony 6 października miał tu zupełnie inny wymiar.
Ćwiczenia rozpoczęły się 6 października o godz. 10. Uczniowie szkoły podstawowej i dzieci z przedszkola samorządowego w Wielbarku opuszczali budynki zgodnie z procedurą ewakuacji. W działaniach uczestniczyli strażacy OSP Wielbark. Tym razem zagrożenie było tylko elementem scenariusza. W Wielbarku trudno jednak traktować taki alarm wyłącznie jako ćwiczenie.
W 2011 ROKU OGIEN ZNISZCZYŁ SZKOŁĘ
W nocy z 2 na 3 marca 2011 roku pożar objął zabytkowy budynek gimnazjum w Wielbarku. Ogień szybko rozprzestrzenił się na dach, który później się zawalił. Zniszczone zostały pracownie i aula, a kolejne kondygnacje ucierpiały od ognia i wody. W akcji brało udział 16 zastępów straży pożarnej. Bez swojej szkoły zostało blisko 300 gimnazjalistów.
Mieszkańcy i służby ratowali wtedy z budynku wyposażenie oraz dokumenty szkolne. Po pożarze naukę trzeba było organizować w innych pomieszczeniach. Budynek został później odbudowany. Remont kosztował ponad 3 mln zł, a do ratowania szkoły i zbiórki środków włączyła się lokalna społeczność.
DLATEGO TE ĆWICZENIA ZNACZĄ WIĘCEJ
Dzisiejsi uczniowie tamtego pożaru nie pamiętają. Pamiętają go jednak ich rodzice, nauczyciele, strażacy i mieszkańcy Wielbarka. Dlatego podczas październikowej ewakuacji chodziło nie tylko o sprawdzenie czasu opuszczenia budynku. Liczyła się kolejność działań po ogłoszeniu alarmu, wyprowadzenie dzieci, kontrola obecności i współpraca pracowników placówek ze strażakami.
To procedury, których sens w Wielbarku nie wymaga długiego tłumaczenia. Piętnaście lat temu ogień pokazał, jak szybko szkoła może przestać być bezpiecznym miejscem. Tym razem był tylko alarm próbny. I właśnie po to są takie ćwiczenia, żeby w razie prawdziwego zagrożenia każdy wiedział, co robić.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

