Bez gola i asysty, a jednak najlepszy. 18-letni Maluchnik zawodnikiem września Błękitnych
Nie strzelił gola, nie zaliczył asysty, a mimo to wygrał głosowanie na najlepszego zawodnika września. 18-letni Mikołaj Maluchnik przekonał członków Klubu Stu regularnością, pracą w środku pola i odwagą w grze. W rezerwach Błękitnych wyróżnienie przypadło ex aequo Krystianowi Zinkowi i Michałowi Obidzińskiemu.
Mikołaj Maluchnik we wszystkich wrześniowych spotkaniach wychodził w podstawowym składzie Błękitnych Pasym.
Grał na środku pomocy, brał odpowiedzialność za rozegranie i nie schodził z pierwszego planu, choć statystyki nie dały mu ani bramki, ani asysty.
Tym razem liczby nie zdecydowały.
Członkowie Klubu Stu postawili na jego pracę bez piłki, aktywność i wpływ na grę zespołu.
18 LAT I CORAZ WIĘCEJ MINUT
Maluchnik ma dopiero 18 lat, ale coraz regularniej zbiera doświadczenie w pierwszej drużynie.
We wrześniu nie był już tylko młodym zawodnikiem wpuszczanym na końcówki. Każdy mecz zaczynał od pierwszej minuty.
To właśnie regularność i zaufanie sztabu szkoleniowego najlepiej pokazują, jaką pozycję zaczął budować w zespole.
W REZERWACH DWÓCH ZWYCIĘZCÓW
W Błękitnych II wybór zakończył się remisem.
Tytuł zawodnika miesiąca trafił ex aequo do Krystiana Zinka i Michała Obidzińskiego.
Zink wystąpił w bramce w meczach z rezerwami Olimpii Olsztynek i Perkuna Orzyny. W obu spotkaniach puścił łącznie jednego gola i kilkoma interwencjami uratował zespół przed stratą kolejnych.
Obidziński we wrześniu pokazał zupełnie inną cechę – wszechstronność.
Tydzień przed meczem z Perkunem II Orzyny stanął między słupkami. Potem wrócił do gry w polu i w kolejnym spotkaniu zdobył hat-tricka.
Błękitni II zakończyli wrzesień z trzema zwycięstwami.
O wyborze wszystkich wyróżnionych zdecydowali członkowie Klubu Stu, którzy poprzez głosowania uczestniczą w życiu klubu.
Wrzesień pokazał więc trzy różne drogi do wyróżnienia: regularność Maluchnika, pewność Zinka w bramce i wszechstronność Obidzińskiego.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

