Tygodnik Szczytno

Piątek, 30 Październik
Imieniny: Angeli, Przemysława, Zenobii –

Reklama

Reklama

„44 ważne głosy to dzwonek alarmowy”. Rafał Kiersikowski chce przebudowy Budżetu Obywatelskiego w Szczytnie

Tegoroczny Budżet Obywatelski w Szczytnie zakończył się wynikiem, który trudno przeoczyć: oddano 68 głosów, z czego 44 były ważne. Do głosowania trafił tylko jeden projekt, „Królewska Kraina Zabawy”, wart 250 tys. zł. Rafał Kiersikowski, dziś radny powiatowy, wcześniej radny miejski i jeden z inicjatorów wprowadzenia BO w Szczytnie, mówi wprost: obecna formuła się wyczerpała. Złożył do burmistrza wniosek o zmianę zasad. Proponuje podział pieniędzy na projekty ogólnomiejskie i osiedlowe, budżet tematyczny, osobną pulę dla szkół oraz głosowanie połączone z miejskim piknikiem.

  • „44 ważne głosy to dzwonek alarmowy”. Rafał Kiersikowski chce przebudowy Budżetu Obywatelskiego w Szczytnie.
  • Data:

Tygodnik Szczytno: Był Pan jednym z pomysłodawców Budżetu Obywatelskiego w Szczytnie. Kiedy patrzy Pan dziś na 44 ważne głosy, co Pan myśli?

Rafał Kiersikowski: Przede wszystkim czuję rozczarowanie, bo pamiętam, z jaką ideą wprowadzaliśmy Budżet Obywatelski. Chodziło o to, żeby oddać mieszkańcom część decyzji dotyczących miejskich pieniędzy, pobudzić aktywność i zachęcić ludzi do współdecydowania o Szczytnie. Tegoroczny wynik pokazuje, że ten mechanizm przestał działać tak, jak powinien. 44 ważne głosy przy decyzji dotyczącej ćwierć miliona złotych to dla mnie nie zwykła niska frekwencja, ale sygnał alarmowy.

 

Czyli uważa Pan, że Budżet Obywatelski w obecnej formie się skończył?

Nie sama idea. Ona nadal ma sens. Skończyła się obecna formuła. Z narzędzia, które miało angażować mieszkańców, zrobiła się procedura, którą urząd przeprowadza od początku do końca, ale która nie wywołuje już większego zainteresowania społecznego. Dlatego nie jestem za likwidacją BO. Jestem za jego restartem.

 

W tym roku do głosowania przeszedł tylko jeden projekt. Mieszkańcy nie wybierali między kilkoma propozycjami, ale w praktyce mogli poprzeć albo zignorować jedną. To też miało znaczenie?

Oczywiście. Budżet Obywatelski żyje wtedy, gdy są pomysły, autorzy projektów, dyskusja, konkurencja i mobilizacja. Jeśli zostaje jeden projekt, znika naturalny mechanizm wyboru. Trudno wtedy oczekiwać emocji czy większego udziału mieszkańców. To pokazuje, że trzeba spojrzeć nie tylko na samo głosowanie, ale również na etap zgłaszania i weryfikacji projektów.

 

W ubiegłym roku oddano ponad tysiąc ważnych głosów. Teraz 44. To już nie jest kosmetyczny spadek.

I dlatego nie wystarczy poprawić plakatu czy zamieścić kilku dodatkowych postów w internecie. Potrzebna jest zmiana konstrukcji całego Budżetu Obywatelskiego. Jeżeli mieszkańcy przestają wierzyć, że warto zgłaszać projekty i głosować, to trzeba im ponownie pokazać, że ich udział coś zmienia.

 

Proponuje Pan podział 250 tys. zł na dwie części. Jak miałoby to działać?

Chciałbym, aby 150 tys. zł stanowiło pulę ogólnomiejską. Z niej finansowany byłby jeden większy projekt służący całemu Szczytnu. Pozostałe 100 tys. zł podzielilibyśmy na cztery lokalne pule po 25 tys. zł. To pieniądze na mniejsze projekty dla konkretnych części miasta: zieleń, sprzęt, działania integracyjne, małą infrastrukturę, wydarzenia sąsiedzkie czy inne rzeczy, które mieszkańcy uznają za potrzebne.

 

Dlaczego nie podzielić całych 250 tys. zł na cztery części miasta?

Bo wtedy każda część dostałaby około 62,5 tys. zł. To może wystarczyć na mniejszą inwestycję, ale zamknęłoby drogę do projektu, który służy całemu miastu i wymaga większej kwoty. Dlatego proponuję model hybrydowy: jedno i drugie.

 

A głosowanie?

Każdy mieszkaniec miałby dwa głosy. Jeden na projekt ogólnomiejski, drugi na projekt lokalny. Dzięki temu ktoś może zdecydować, co powinno powstać dla całego Szczytna, a jednocześnie wskazać potrzebę swojego osiedla czy części miasta.


Reklama

 

Mówi Pan o „sąsiedzkiej rywalizacji”. Nie obawia się Pan, że jeszcze bardziej podzielimy mieszkańców na osiedla?

Nie chodzi o konflikt, tylko o mobilizację. Przy małych projektach lokalnych grupa mieszkańców widzi, że jej aktywność może przynieść konkretny efekt niedaleko domu. Łatwiej zebrać ludzi wokół małego placu, zieleni, defibrylatora, wydarzenia czy miejsca spotkań niż wokół abstrakcyjnej dyskusji o całym mieście. A jednocześnie każdy nadal głosuje na projekt ogólnomiejski.

 

Drugi pomysł jest bardziej radykalny: Budżet Obywatelski miałby co roku inny temat. Po co ograniczać mieszkańcom wybór?

Żeby wymusić nowe pomysły. Jeżeli każdego roku powtarzamy ten sam schemat, dostajemy podobne projekty. Można wprowadzić edycję „Szczytno Zielone i Rekreacyjne”, w kolejnym roku „Zdrowie, Seniorzy i Integracja”. Wtedy BO przestaje być kolejnym źródłem finansowania zadań, które miasto powinno realizować ze zwykłego budżetu, a zaczyna uruchamiać kreatywność mieszkańców.

 

Czyli chodniki, parkingi czy remonty dróg powinny zniknąć z BO?

Moim zdaniem Budżet Obywatelski nie powinien zastępować podstawowych obowiązków miasta. Jeżeli dana ulica wymaga remontu albo trzeba naprawić chodnik, to powinno wynikać z normalnego planowania inwestycji. BO powinien dawać mieszkańcom możliwość tworzenia rzeczy dodatkowych, nowych, czasem nietypowych.

 

Chce Pan też wydzielić około 30 tys. zł dla szkół. Dlaczego?

Bo młodzież może być najlepszym sposobem na odbudowanie uczestnictwa. Uczniowie zgłaszający projekt strefy odpoczynku, wydarzenia czy wyposażenia szkoły będą o nim rozmawiać z kolegami, rodzicami i dziadkami. W ten sposób Budżet Obywatelski przestaje być czymś, o czym przypominamy sobie raz w roku na stronie urzędu.

 

Czy uczniowie mieliby sami decydować o tych pieniądzach?

Taki jest sens Szkolnego Budżetu Obywatelskiego. Młodzi ludzie uczą się, jak przygotować pomysł, zebrać poparcie, przekonać innych i zagłosować. To praktyczna lekcja samorządności, a nie teoria z podręcznika.

 

Dzisiaj głosowanie odbywa się głównie poprzez procedurę urzędową. Pan proponuje miejski Piknik Partycypacyjny. To nie brzmi trochę jak festyn do głosowania?

I właśnie o to chodzi, żeby głosowanie wyszło z urzędowej tabelki. Autorzy projektów powinni mieć możliwość pokazania swoich pomysłów mieszkańcom, odpowiedzenia na pytania i przekonania do nich innych. Urzędnicy mogliby pomagać osobom, które mają problem techniczny z oddaniem głosu. Budżet Obywatelski powinien być wydarzeniem w mieście, a nie tylko linkiem opublikowanym w internecie.

 

Czy problemem nie jest również sposób weryfikowania projektów? W tym roku dwa odpadły i został jeden.

Ten etap też trzeba przeanalizować. Zasady powinny być jasne dla mieszkańca jeszcze przed złożeniem projektu. Jeżeli pomysł ma braki, warto zastanowić się, czy w określonych sytuacjach urząd nie powinien pomagać autorowi je usunąć, zamiast doprowadzać do sytuacji, w której liczba projektów drastycznie się kurczy. BO ma zachęcać ludzi do aktywności, a nie budować wrażenie, że muszą być specjalistami od procedur administracyjnych.

Reklama

 

Radny Paweł Salamucha po odrzuceniu dwóch projektów postulował nawet unieważnienie tegorocznej procedury. Pan poszedłby wtedy w tę stronę?

Dziś ważniejsze od rozliczania jednej edycji jest dla mnie to, żeby podobna sytuacja nie powtórzyła się w przyszłym roku. Tegoroczny wynik powinien być materiałem do wyciągnięcia wniosków. Jeżeli zatrzymamy się na sporze, czy tę edycję należało przeprowadzić czy unieważnić, za rok możemy wrócić do tego samego punktu.

 

Radna Malwina Prusińska również pytała o regulamin i sposób działania komisji. Sam ratusz przyznał, że zasady wymagają doprecyzowania. Widzi Pan szansę na porozumienie ponad podziałami?

Budżet Obywatelski nie powinien być projektem jednej osoby, radnego czy środowiska. To ma być mechanizm mieszkańców. Jeżeli radni i burmistrz widzą, że obecne rozwiązania wymagają poprawy, to trzeba usiąść i stworzyć nowe zasady przed następną edycją.

 

Czy 250 tys. zł to dziś wystarczająca kwota?

Możemy rozmawiać także o wysokości puli, ale zwiększenie kwoty samo w sobie nie rozwiąże problemu. Jeżeli przy 250 tys. zł mamy 44 ważne głosy, to przy 300 czy 400 tys. zł bez zmiany zasad nadal możemy mieć martwy proces. Najpierw trzeba odbudować uczestnictwo.

 

Co zatem powinno wydarzyć się teraz?

Burmistrz i rada powinni rozpocząć pracę nad nowym regulaminem odpowiednio wcześnie. Nie kilka tygodni przed następną edycją. Potrzebna jest analiza obecnych zasad, rozmowa z mieszkańcami, autorami wcześniejszych projektów, organizacjami, szkołami i radnymi. Dopiero na tej podstawie można stworzyć rozwiązanie, które ma szansę działać.

 

Dziesięć lat temu walczył Pan o wprowadzenie Budżetu Obywatelskiego. Dziś walczy Pan o jego zmianę. Nie odbiera Pan tegorocznego wyniku jako porażki własnego pomysłu?

Nie. Porażką byłoby uznać, że skoro coś przestało działać, to należy to zostawić albo zlikwidować. Dziesięć lat temu chodziło o to, żeby mieszkańcy dostali prawo współdecydowania o części miejskich pieniędzy. Dzisiaj chodzi dokładnie o to samo. Tylko narzędzie trzeba dostosować do obecnej sytuacji.

 

Co chciałby Pan zobaczyć za rok zamiast 44 ważnych głosów?

Nie chcę wyznaczać jednej magicznej liczby. Chciałbym zobaczyć kilka dobrych projektów, ludzi, którzy o nich dyskutują, młodzież, mieszkańców osiedli i realny wybór. Frekwencja wtedy będzie efektem tego, że Budżet Obywatelski znowu zacznie mieszkańców obchodzić.

 

Czyli BO w Szczytnie jest do uratowania?

Musi być. Dziesięć lat temu daliśmy mieszkańcom możliwość współdecydowania o swoim mieście. Teraz nie możemy pozwolić, żeby została z tego tylko procedura. Trzeba przywrócić mieszkańcom przekonanie, że ich głos rzeczywiście ma znaczenie.



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama