„Za pięć lat staniemy pod kreską”. Prezes Błękitnych Pasym: albo połączymy siły, albo demografia zrobi to za nas
W tej chwili podbieramy sobie zawodników. Przechodzą z jednego klubu do drugiego czy trzeciego. Tylko za chwilę nie będzie już kogo sobie podbierać - mówi Daniel Sypiański, prezes Błękitnych Pasym. Jego diagnoza lokalnej piłki jest niewygodna: dzieci jest coraz mniej, utrzymanie drużyn kosztuje coraz więcej, a kluby powiatu szczycieńskiego nadal rywalizują o tę samą, kurczącą się grupę zawodników. Sypiański uważa, że jeśli powiat chce kiedyś zobaczyć swoją drużynę w IV, a być może nawet III lidze, musi skończyć z myśleniem wyłącznie granicami gmin. - Maksymalnie pięć lat. Staniemy pod kreską i trzeba będzie podjąć decyzję - przewiduje.
Mówi pan o coraz trudniejszej sytuacji lokalnych klubów. Co dziś najbardziej szkodzi piłce w takich miejscowościach jak Pasym?
Daniel Sypiański: Pierwszym problemem jest demografia. Z tym mierzą się wszyscy. Jest coraz mniej dzieci i coraz mniej chętnych do uprawiania sportu, szczególnie takiego, który wymaga już pewnego poświęcenia i regularnego zaangażowania. To podstawowy problem małych miejscowości. Drugi to oczywiście finanse.
W piłce obracają się przecież gigantyczne pieniądze. Ekstraklasa, Liga Mistrzów, wielkie transfery. Dlaczego te pieniądze praktycznie nie docierają na sam dół?
Bo w małych miejscowościach nie ma dużych zakładów i dużych sponsorów. Firmy nie są zainteresowane inwestowaniem takich pieniędzy w niewielkie ośrodki. Zostają samorządy, które również mają swoje ograniczenia i mnóstwo innych zadań do finansowania. I później mały klub musi sobie z tym wszystkim radzić.
Ale mówimy o futbolu amatorskim. Na co właściwie potrzeba aż takich pieniędzy?
To nie jest tylko kwestia płacenia zawodnikom. Dzieciom i młodzieży przecież się nie płaci. Kosztuje cała organizacja: stroje, trenerzy, transport, sędziowie, zabezpieczenie medyczne. Dzisiaj sam wyjazd na mecz potrafi kosztować ponad 2,5 tys. zł. Jeśli jedziemy dalej, dochodzą kolejne wydatki. I nagle okazuje się, że jeden mecz wyjazdowy kosztuje 3–4 tys. zł.
A mecz u siebie?
W klasie okręgowej minimum około 1,5 tys. zł. Trzeba opłacić sędziów, zapewnić zabezpieczenie. Nam pomaga to, że mamy zaprzyjaźnionych strażaków posiadających odpowiednie kwalifikacje, więc część kosztów odpada. Ale zwykły mecz, który kibic ogląda przez 90 minut, wymaga wcześniej sporo pracy i pieniędzy.
Ile kosztowałoby spokojne funkcjonowanie Błękitnych Pasym przez rok?
Żeby klub mógł funkcjonować stabilnie i żeby prezes nie musiał cały czas martwić się o pieniądze, potrzebujemy około 300 tys. zł rocznie.
Ile osób jest dziś w Błękitnych?
Łącznie z młodzieżą i dwiema drużynami seniorskimi około 130 osób. Szkolimy od najmłodszych kategorii aż do seniora. I tu wracamy do demografii. Jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu właściwie każda większa gmina chciała mieć własną drużynę. Dzisiaj zaczyna brakować zawodników.
Czy powiat szczycieński stać jeszcze na taką piłkarską rywalizację?
Właśnie w tym jest problem. Jeżeli marzymy o drużynie na poziomie III czy IV ligi, to moim zdaniem musi powstać drużyna powiatowa. Przy obecnej demografii, finansach i braku dużych sponsorów nie jesteśmy w stanie utrzymać w powiecie trzech drużyn nawet na poziomie okręgówki. To jest po prostu nierealne. Myślę że nawet w niższych klasach będzie kłopot. To nie pytanie, czy tak będzie, a kiedy.
Czyli zamiast Błękitni kontra Szczytno i walki o tego samego zawodnika - jedna mocna drużyna?
Jeśli chcemy istnieć piłkarsko na wyższym poziomie, musimy dążyć do stworzenia jednej silnej drużyny powiatowej. Ale bardzo ważne: to nie oznacza likwidowania lokalnych klubów. One powinny nadal istnieć, szkolić dzieci i młodzież, mieć drużyny grające w klasie A czy B. Byłyby naturalnym zapleczem dla zespołu powiatowego. Bo nawet jeśli stworzymy mocną drużynę, ktoś musi wychować dla niej zawodników.
Dzisiaj jednak zamiast wspólnie ich wychowywać, kluby podbierają ich sobie nawzajem.
Tak to wygląda. Zawodnicy przechodzą z jednego klubu do drugiego, potem do trzeciego. Tylko trzeba spojrzeć na demografię. Jeżeli dzieci i młodych zawodników będzie coraz mniej, to takie funkcjonowanie przestanie mieć sens. Musimy wychowywać swoich zawodników tutaj, w powiecie, i stworzyć dla najlepszych z nich możliwość gry na wyższym poziomie.
Mocno mówiąc: za chwilę nie będzie już o kogo walczyć?
Demografia właśnie do tego prowadzi. Dlatego uważam, że zmiany są nieuniknione.
Pomysł drużyny powiatowej już kiedyś się pojawił. Dlaczego wtedy nie wyszło?
Był projekt oparty między innymi na Błękitnych Pasym i klubie ze Szczytna. Założenia były naprawdę dobre. Był też główny sponsor, który miał być inicjatorem i taką lokomotywą całego przedsięwzięcia. Niestety wycofał się z projektu. Nie znam dokładnie powodów. Kiedy zabrakło tej lokomotywy, wszystko zaczęło się naturalnie rozpadać i kluby wróciły do swoich struktur.
Dzisiaj prezesi rozmawiają o powrocie do tego pomysłu?
Rozmowy raczkują, ale są. Rozmawiam między innymi z Rafałem Bałdygą. Jesteśmy dopiero na początku, budujemy wzajemne zaufanie, bo to ważne, natomiast uważam, że wcześniej czy później taki projekt będzie konieczny.
Co go dziś najbardziej blokuje? Pieniądze?
Powiedziałbym, że na tym etapie przede wszystkim kwestie ludzkie. Trzeba chcieć się porozumieć i ustalić zasady funkcjonowania. Pozostały też zaszłości z czasów, kiedy kluby bardzo mocno ze sobą rywalizowały. Tylko że wtedy były inne realia. Było znacznie więcej zawodników, koszty były inne i można było sobie pozwolić na taką konkurencję. Dzisiaj sytuacja się zmieniła.
Czyli największą przeszkodą może być lokalna ambicja: „my chcemy mieć swoją drużynę”?
Każdy klub ma swoją historię, tradycję i korzenie. To jest zrozumiałe. Dlatego nie chodzi o zamykanie klubów i odbieranie ich miejscowościom. Chodzi o to, żeby ponad tym stworzyć poziom powiatowy dla najlepszych zawodników.
I naprawdę uważa pan, że zawodnikami wyłącznie z powiatu szczycieńskiego można zbudować zespół na IV ligę?
Tak. Uważam, że spokojnie nas na to stać. Nie trzeba od razu ściągać ludzi z zewnątrz. W naszym powiecie jest potencjał, żeby zbudować drużynę na poziomie IV ligi. Tylko trzeba tych ludzi zebrać w jednym projekcie, zamiast rozpraszać ich pomiędzy kilka zespołów.
A III liga?
To już znacznie większe wymagania organizacyjne i finansowe. Ale jeśli rozmawiamy o ambicjach i rozwoju, najpierw trzeba stworzyć solidny fundament. Realnym pierwszym celem jest IV liga.
Gdzie taka drużyna miałaby grać? Od razu pojawi się spór: Szczytno, Pasym, czy jeszcze inna gmina.
I właśnie nie musi być tak, że wszystko odbywa się w jednym miejscu. W Pasymiu powstaje obiekt, który spokojnie będzie mógł służyć rozgrywkom na poziomie IV ligi. W Jedwabnie również jest bardzo dobry stadion, który przy niewielkich modernizacjach może spełnić odpowiednie wymagania. Jest Wielbark. Jest oczywiście Szczytno. Można to bardzo mądrze poukładać. Kibice mogliby oglądać ciekawe mecze u siebie.
Czyli drużyna naprawdę powiatowa, a nie klub ze Szczytna przemalowany na „powiatowy”?
Dokładnie o to chodzi. Jeśli ma to zadziałać, ludzie muszą czuć, że jest to wspólny projekt.
Jednocześnie mówi pan o możliwej reaktywacji Zrywu Jedwabno. To nie jest sprzeczność? Z jednej strony łączenie, z drugiej kolejny klub.
Nie. Jeżeli powstanie tam drużyna klasy B i szkolenie młodzieży, to właśnie o taki model chodzi. Lokalne kluby mają być blisko dzieci, szkolić, wychowywać zawodników i dawać możliwość gry. A najlepsi później powinni mieć naturalną drogę do mocnej drużyny powiatowej. To też szansa dla najlepszych zawodnik aby „zobaczył ich świat”. Szansa na karierę. Dziś młodzi zawodnicy, dzieci często uciekają do Olsztyna do innych większych ośrodków, aby mogli wypatrzeć ich łowcy talentów. Dbają o to ich rodzice. Ale mocną drużyną powiatową byłaby naturalna odskocznia. Bez szkolenia na dole nie będzie czego budować na górze.
Ile mamy czasu, zanim demografia sama wymusi taki model?
Myślę, że maksymalnie pięć lat. W ciągu pięciu lat staniemy pod kreską i trzeba będzie podejmować decyzje. Ja będę robił wszystko, żebyśmy zaczęli dogadywać się wcześniej.
Pięć lat i obecny model może przestać się spinać?
Już dzisiaj jest coraz trudniej. Samorządu pasymskiego nie stać na to, żeby samodzielnie utrzymywać drużynę w klasie okręgowej i całe szkolenie dzieci. Już dziś pierwsze drużyny mają kłopot ze skompletowaniem kadry. Dzięki zaangażowaniu ludzi i sponsorów dokładamy grosz do grosza i dajemy radę. Ale koszty cały czas rosną.
Czyli za pięć lat drużyna powiatowa może już nie być ambitnym pomysłem, tylko koniecznością?
Moim zdaniem tak. Jeżeli chcemy mieć w powiecie piłkę na naprawdę dobrym poziomie, musimy zacząć patrzeć szerzej niż na własny klub i własną gminę. Bo demografia nie będzie czekała, aż się dogadamy. Ambicje są ważne, historia klonów również, ale trzeba spojrzeć uczciwie i realnie. Być może to niewygodna prawda, ale ja nie lubię zamykać oczu i udawać, że czegoś nie ma. I myślę że tu nie chodzi wyłącznie o pieniądze, bo jeśli one by były, to można kupić zawodników, ściągnąć ich tu z Polski, tylko czy o to chodzi? Dajmy szansę naszym mieszkańcom, bo tu też jest ogromny potencjał, ale rozsypany po wielu klubach w powiecie. Ginie i marnuje się.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

