Tygodnik Szczytno

Sobota, 12 Wrzesień
Imieniny: Dagny, Jacka, Prota

Reklama

Reklama

Nie tylko rekordy i medale. Młodzi lekkoatleci z Juranda chcą zawalczą o coś więcej.

W sobotę stadion przy ul. Śląskiej nie ma być miejscem, w którym publiczność tylko patrzy. Podczas Bank Spółdzielczy w Szczytnie Jurand Cup kibice będą mogli zmierzyć się z Konradem Bukowieckim, dzieci przejdą lekkoatletyczny tor przeszkód i sprawdzą wiedzę o sporcie, a młodzi zawodnicy MKL Jurand poprowadzą akcję dla Pauliny Chmielewskiej i Justyny Olewniczak. Przygotowali własnoręcznie zakładki, bransoletki, zawieszki i inne drobiazgi. O tym, jak dzieci zamieniły sportowe zawody w akcję pomocy, rozmawiamy z Danutą Bukowiecką, jedną z organizatorek Jurand Cup. - Chcemy, żeby ludzie przyszli na sport, ale wyszli też z poczuciem, że tego dnia zrobili coś dla innych - mówi Danuta Bukowiecka, organizatorka Jurand Cup. 

  • O tym, jak dzieci zamieniły sportowe zawody w akcję pomocy, rozmawiamy z Danutą Bukowiecką, jedną z organizatorek Jurand Cup.
  • Data:

Bank Spółdzielczy w Szczytnie Jurand Cup kojarzy się z kulą, Konradem Bukowieckim i zawodnikami z mistrzowskimi tytułami. W tym roku chcecie jednak, żeby kibic nie kończył swojej roli na oglądaniu zawodów?

Danuta Bukowiecka: Zdecydowanie. Oczywiście najważniejszy pozostaje sport i chcemy pokazać mieszkańcom pchnięcie kulą na wysokim poziomie. Ale zależy nam, żeby publiczność była częścią tego wydarzenia. Dlatego przygotowujemy konkursy dla dorosłych i dzieci, a obok sportu przeprowadzimy akcję charytatywną dla dwóch mieszkanek naszego terenu – Pauliny Chmielewskiej i Justyny Olewniczak.

Zacznijmy od pomysłu, który może wyciągnąć część kibiców prosto z trybun. „Zmierz się z Konradem” – co to właściwie znaczy?

Bardzo dosłownie. [śmiech] Zaprosimy chętne osoby z publiczności do pchnięcia kulą ważącą 7,26 kilograma, czyli takim ciężarem, jakim startują seniorzy. Technika będzie dowolna. Konrad Bukowiecki wykona dla potrzeb konkursu pchnięcie z miejsca, a zadaniem uczestników będzie uzyskać wynik jak najbardziej zbliżony do jego rezultatu. Nie trzeba więc pokonać Konrada, bo wtedy pewnie chętnych byłoby trochę mniej. [śmiech] Trzeba spróbować trafić jak najbliżej jego odległości.

Czyli może wygrać ktoś, kto nigdy wcześniej nie trzymał kuli?

Oczywiście. I właśnie o to chodzi. Chcemy pokazać ludziom, jak ta konkurencja wygląda od drugiej strony. W telewizji widzimy zawodnika, ruch i wynik. Dopiero gdy człowiek weźmie do ręki 7,26 kilograma, zaczyna rozumieć, ile siły i techniki wymaga dobre pchnięcie. A przy okazji będzie rywalizacja i nagrody.

Dzieci też nie będą musiały siedzieć na trybunach?

Absolutnie nie. Przygotujemy dla nich lekkoatletyczny tor przeszkód. Chcemy, żeby mogły pobiegać, poskakać, sprawdzić koordynację i po prostu pobawić się ruchem. Będzie również konkurs wiedzy o lekkoatletyce. Oczywiście w obu przypadkach przewidujemy nagrody.

Czyli rodzic ogląda Konrada Bukowieckiego, a dziecko może w tym czasie samo poczuć trochę lekkoatletyki?

Tak. Najlepiej byłoby, gdyby później zamienili się rolami. [śmiech] Dziecko idzie na tor, rodzic próbuje pchnąć kulą. Chcemy stworzyć imprezę rodzinną, na której można zostać dłużej, a nie tylko przyjść na kilka prób głównego konkursu i wrócić do domu.

„Gadżet jest początkiem. Najważniejsze dzieje się później”


Reklama

Ale wśród tych wszystkich atrakcji jest jeszcze druga, znacznie poważniejsza część soboty. Pomagacie Paulinie i Justynie.

Tak. Chcemy wykorzystać fakt, że na stadion przyjdzie wiele osób. Skoro możemy na kilka godzin skupić uwagę mieszkańców na zawodach, możemy również skierować część tej uwagi na osoby, które tej pomocy potrzebują.

Paulina Chmielewska ma 13 lat i mieszka w gminie Szczytno. Justyna Olewniczak ma 18 lat i jest mieszkanką Szczytna.

To są dziewczyny stąd. Za ich nazwiskami stoją choroby, leczenie, rehabilitacja i ogrom pracy ich rodzin. W przypadku Pauliny potrzebne są dalsze konsultacje, pogłębione badania i poszukiwanie możliwości leczenia. Justyna wymaga stałej opieki specjalistów i rehabilitacji. Chcemy pomóc obu rodzinom w taki sposób, jaki jest w naszym zasięgu.

I młodzi zawodnicy Juranda sami zaczęli produkować rzeczy na tę akcję?

Tak, i to jest chyba najpiękniejsza część tej historii. Nie kupiliśmy kartonu gadżetów. Dzieci, młodzież, rodzice i osoby związane z klubem usiadły i zaczęły robić je własnoręcznie.

Ada Berk przygotowała zakładki, Misia i Helenka robiły bransoletki, Krzyś Herman – torebeczki z lawendą, Pola Mruk – zawieszki w kształcie zwierzątek i owoców, Zuzia Kałusz kolejne bransoletki. Alicja przygotuje przypinki. Dołączyli też dorośli – mamy kolejne zawieszki czy pierożki przygotowane przez osoby związane z naszą społecznością. Jedna inicjatywa uruchomiła następną.

Co trzeba będzie zrobić, żeby taki przedmiot dostać?

Będziemy rozdawali gadżety razem z informacją o dziewczynach i linkami prowadzącymi do zbiórek. Zachęcamy: wpłać choćby złotówkę i udostępnij zbiórkę dalej. Oczywiście ktoś może wpłacić więcej, ale nie chcemy ustawiać bariery. Jeżeli sto osób wpłaci niewielką kwotę, a później każda pokaże zbiórkę swoim znajomym, skala zaczyna się zmieniać.

Czyli gadżet nie jest nagrodą za określoną kwotę?

Nie chcemy robić z tego handlu. Gadżet jest symbolem. Ktoś dostaje przedmiot wykonany ręcznie przez młodego sportowca, a razem z nim historię Pauliny albo Justyny. Najważniejsza jest reakcja później – wpłata, udostępnienie, powiedzenie o zbiórce komuś innemu.

„Sport powinien uczyć czegoś więcej niż wygrywania”

Młodzi zawodnicy przychodzą do klubu po wyniki. Tymczasem teraz robią bransoletki i zakładki. To też część wychowania przez sport?

Reklama

Dla mnie bardzo ważna. Możemy nauczyć dziecko techniki, szybkości, dyscypliny. Możemy przygotować je do mistrzostw. Ale równie ważne jest to, co będzie robiło poza stadionem.

Tutaj młody człowiek poświęca swój czas i wie, że nie dostanie za to medalu. Robi coś dla osoby, której często nawet dobrze nie zna. Sport powinien uczyć nie tylko tego, jak wygrywać, ale też jak zauważać innych.

A takie własnoręcznie wykonane rzeczy mają zupełnie inną wartość niż firmowy gadżet.

Dokładnie. One nie muszą być identyczne. Niektóre mają drobne niedoskonałości i właśnie dlatego są prawdziwe. Za każdą zakładką, bransoletką czy zawieszką stoi konkretna osoba i czas, który mogła przeznaczyć na coś innego.

Najpierw kibicowanie. Potem samemu można wejść do koła

Co powiedziałaby Pani komuś, kto w sobotę rano będzie się jeszcze zastanawiał: stadion czy zostać w domu?

Przyjedźcie całymi rodzinami. 29 sierpnia, godz. 12, stadion przy ul. Śląskiej 10 w Szczytnie. Zobaczycie zawodników, których na co dzień ogląda się podczas dużych zawodów. Będzie można kibicować Konradowi Bukowieckiemu i pozostałym uczestnikom Jurand Cup.

Ale można zrobić znacznie więcej. Dorosły może wejść do konkursu „Zmierz się z Konradem” i przekonać się, czym naprawdę jest kula 7,26 kg. Dzieci mogą przejść tor przeszkód i sprawdzić wiedzę o lekkoatletyce. Można dostać przygotowany przez naszych młodych sportowców gadżet i wesprzeć Paulinę albo Justynę.

Czyli tym razem dobry wynik Jurand Cup nie będzie zapisany wyłącznie w metrach?

Dokładnie. Jeśli stadion się zapełni, dzieci będą się dobrze bawić, kibice poczują sport z bliska, a przy okazji uda się skierować realną pomoc do Pauliny i Justyny, to dla mnie będzie wynik, którego nie trzeba mierzyć żadną taśmą.

Bank Spółdzielczy w Szczytnie Jurand Cup odbędzie się w sobotę, 29 sierpnia 2026 r. o godz. 12 na stadionie przy ul. Śląskiej 10 w Szczytnie. W programie, oprócz rywalizacji sportowej, znajdą się konkurs „Zmierz się z Konradem”, lekkoatletyczny tor przeszkód i konkurs wiedzy dla dzieci oraz akcja wsparcia Pauliny Chmielewskiej i Justyny Olewniczak.

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama