Tygodnik Szczytno

Sobota, 17 Październik
Imieniny: Ambrożego, Florentyny, Gawła –

Reklama

Reklama

„Macali nasze bicepsy”. Tak zaczęło się pięć lat Gabriela Noury’ego w Rańsku. „Diem Perdidi” #2

Najpierw oglądali ich od stóp do głów i sprawdzali bicepsy. Potem rozdzielili między gospodarstwa. 17 czerwca 1940 roku francuski jeniec wojenny Gabriel Noury trafił do Rańska, gdzie miał spędzić kolejne lata niewoli. W kolejnym odcinku historii prezentowanej przez Tomasza Bojanowskiego poznajemy pierwsze dni Noury’ego w mazurskiej wsi: pracę u wpływowego członka NSDAP, głód, spotkanie z polskimi robotnikami i wiadomości z frontu, które odbierały jeńcom nadzieję na szybki powrót do Francji.

  • „Macali nasze bicepsy”. Tak zaczęło się pięć lat Gabriela Noury’ego w Rańsku. „Diem Perdidi” #2.
  • Data:

Okres od 17 czerwca do 30 sierpnia 1940 r. to trudny czas, kiedy Gabriel Noury trafia do Rheinswein (Rańska). Jako jeniec wojenny zostaje przydzielony do pracy u niemieckiego gospodarza i członka NSDAP – Bubla (Bübela). Poza niedolą jenieckiego losu na zły stan psychiczny nakładają się inne wydarzenia: Francja kapituluje (zostaje zmiażdżona przez III Rzeszę), wojska niemieckie zalewają Europę, a wśród jeńców gaśnie nadzieja na zwycięstwo i szybki powrót do ojczyzny. 

Rysunek Gabriela Noury’ego: „Położenie Rheinswein [Rańska]”

Diem Perdidi #8 Wczesnym rankiem następnego dnia zostajemy wydani „handlarzom niewolników”. Zanim nas zaakceptują, macają nasze bicepsy i mierzą nas wzrokiem od stóp do głów, aby upewnić się, że naprawdę podołamy czekającej nas pracy!

Pamiętam, że kilka dni wcześniej, podczas przesłuchania dotyczącego zawodu, zadeklarowałem: „Jestem kucharzem!”. Miałem nadzieję, że dzięki temu zyskam szansę na lepsze jedzenie, ponieważ wszyscy przymieraliśmy z głodu.

W ten sposób nasza dwudziestka dwójka zostaje rozdzielona po okolicy. Ktoś trafia do rolnika, ktoś inny do rybaka, szewca lub młynarza.

„Kreisgaüleiter”, szef kantonu, właściciel największego gospodarstwa rolnego w okolicy i wpływowy członek partii nazistowskiej – Herr Bübel – zagarnia dziesięciu jeńców na własne potrzeby. Był to mężczyzna postawny, brzuchaty, o twarzy okrągłej i lśniącej niczym wielkie jabłko wyjęte z kąpieli w oliwie. Z dwoma małymi oczkami pośrodku – zupełnie jak u świni – wygłosił nam wspaniałą mowę powitalną. Przerywał ją licznymi, uspokajającymi uśmiechami, które z pewnością poruszyłyby nas do głębi, gdybyśmy rozumieli choć jedno słowo! Był potoczysty... ale mówił tylko po niemiecku!


Reklama

Po przybyciu do gospodarstwa Frau Bübel, z obiema pięściami opartymi na niezwykle szerokich biodrach (zresztą jak i cała reszta jej postaci), zgotowała nam podobne powitanie. Jedyne, co zrozumieliśmy z tej sceny, to widok dużego stołu ustawionego w izbie, a przede wszystkim liczne placki gryczane, które wręcz bezczelnie nas kusiły! „Na, Essen, Essen!” (No, jeść, jeść!). Nie trzeba nam było powtarzać dwa razy! Co za uczta, moi drodzy! Wreszcie najeść się do syta – przestaliśmy już w to wierzyć.

18 czerwca wyruszamy do pracy, oczywiście pod eskortą dwóch uzbrojonych wartowników. Idziemy plewić buraki na ogromnym polu. My, Francuzi, spotykamy na miejscu dwóch Polaków, którzy już wcześniej pracowali dla Kreisführera. Za pomocą intensywnej mimiki udawało nam się mimo wszystko porozumieć – przynajmniej trochę. Wieczorem czujemy silne zakwasy, ale to „dobre” zmęczenie. Mamy oparzenia słoneczne, ale w ciągu dnia jedliśmy do syta. Ludzie traktują nas poprawnie, jednak trzeba pracować ciężko, bardzo ciężko.

Plotki, wszędzie plotki... „Radio-Barbelés” (Radio Druty) wciąż przekazuje nam złe wieści, ale my chcemy wierzyć tylko w te dobre (często równie fałszywe) z „Radio-Cigogne” (Radio Bocian)!!! Życie tutaj jest z pewnością bardziej do zniesienia niż w barakach obozowych!

Ale co przyniesie jutro? Jedną z naszych głównych obsesji... pozostaje jedzenie! Jest jednak postęp. Na razie trzeba być ostrożnym, ale mamy... wystarczająco.

Myślę o naszym przybyciu do Stalagu IB w Hohenstein (Królikowo, koło lsztynka): niebezpiecznie łamiąc szyk, rzuciliśmy się wtedy na stertę obierek z ziemniaków obok kuchni, gdzie przygotowywano posiłki dla setek niemieckich strażników. Obierki były oczywiście surowe, a my pożeraliśmy je jak wygłodniałe wilki! Natychmiast podniesiono alarm. Reflektory ze wszystkich wieżyczek strażniczych omiotły nas swoimi snopami światła, a strażnicy z palcami na spustach pistoletów maszynowych, wrzeszcząc, nakazali nam powrót do szeregu. Żegnajcie, zgniłe ziemniaki! Głód... głód...

Reklama

Źródło: http://clemenceaudupetitmoulin.centerblog.net/rub-guerre-mondiale-2eme-.html

Plan majątku w Rheinswein [Rańsku] autorstwa Gabriela Noury’ego: „Rheinswein, Prusy Wschodnie, 17 czerwca 1940 – 24 stycznia 1945 (w niewoli od 18.05.40 do 19.05.45)”.



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama