Dwie tony, które nie trafiły do kosza. Na ziemi szczycieńskiej zamieniły się w pełniejsze lodówki
Prawie dwie tony żywności uratowanej w ciągu jednego miesiąca. Owoce, warzywa i produkty spożywcze, które mogły zostać zmarnowane, trafiły do seniorów i innych osób potrzebujących wsparcia na ziemi szczycieńskiej. Za każdą skrzynką stoją wolontariusze, którzy odbierają jedzenie, sortują je, pakują i rozwożą od domu do domu. - Czasem problemem nie jest już tylko brak jedzenia. Coraz częściej jest nim także samotność - mówi Dorota Poniatowska, koordynator wolontariatu.
Skrzynki z warzywami i owocami, produkty ze sklepu, samochody i wolontariusze ruszający pod konkretne adresy. Tylko w sierpniu na ziemi szczycieńskiej udało się uratować przed zmarnowaniem blisko dwie tony żywności. Jedzenie z Banku Żywności w Olsztynie oraz szczycieńskiego Kauflandu trafiło do seniorów i innych osób potrzebujących wsparcia. Organizatorzy mówią jednak o problemie, którego nie da się zważyć - coraz częściej za drzwiami spotykają samotność.
Dwie tony to mniej więcej masa samochodu osobowego. Tutaj jednak nie chodzi o jeden duży transport.
Na ten wynik złożyły się kolejne odbiory, skrzynki, torby i wizyty. Wolontariusze odbierają żywność, sprawdzają ją, sortują, pakują, ładują do samochodów, a następnie rozwożą.
W sierpniu licznik zatrzymał się w pobliżu dwóch ton uratowanego jedzenia.
ZAMIAST DO KOSZA, TRAFIA NA STOŁY
Część produktów pochodzi z Banku Żywności w Olsztynie. Są wśród nich m.in. owoce i warzywa. Kolejne produkty przekazuje Kaufland w Szczytnie.
Żywność nie zostaje w magazynie. Trafia do mieszkańców ziemi szczycieńskiej - przede wszystkim seniorów oraz innych osób, które potrzebują wsparcia.
I właśnie tutaj statystyka zaczyna oznaczać coś więcej.
Każdy kilogram, którego nie trzeba wyrzucić, może stać się częścią obiadu lub kolacji. Dla części odbiorców oznacza też po prostu mniejszy wydatek i mniej zmartwień o domowy budżet.
– Dwie tony jedzenia, które mogło zostać zmarnowane. Zamiast tego były pełniejsze lodówki, konkretna pomoc i trochę mniej zmartwień o to, co jutro położyć na stole – mówi Dorota Poniatowska, koordynator wolontariatu.
KTOŚ MUSI TE DWIE TONY PRZENIEŚĆ
Za liczbą podaną w miesięcznym podsumowaniu kryje się także praca, której odbiorca pomocy często nie widzi.
Żywność trzeba odebrać. Potem posegregować i przygotować do wydania. Skrzynki trzeba przenieść, załadować do samochodów, a następnie dotrzeć z nimi pod kolejne adresy. Robią to wolontariusze.
Nie jest to więc pomoc, która kończy się na przekazaniu produktów przez sklep czy Bank Żywności. Dopiero sieć ludzi i transport pozwala dowieźć ją tam, gdzie jest potrzebna.
ZA DRZWIAMI CZASEM CZEKA INNY GŁÓD
Podczas kolejnych wizyt wolontariusze dostrzegają jednak coś, czego nie pokaże żadne zestawienie kilogramów. Samotność.
Zwłaszcza w przypadku osób starszych dostarczenie żywności może oznaczać również kontakt z drugim człowiekiem. Kilka zdań przy drzwiach, pytanie o samopoczucie czy sama świadomość, że ktoś przyjedzie.
Dlatego organizatorzy zapowiadają, że chcą rozwijać działania właśnie w tym kierunku.
Nie rezygnują z ratowania żywności i pomocy materialnej. Chcą jednak jednocześnie odpowiadać na problem izolacji i samotności mieszkańców.
POTRZEBNE SĄ KOLEJNE RĘCE
Skala sierpniowej akcji pokazuje też drugą stronę przedsięwzięcia. Im więcej produktów udaje się pozyskać, tym więcej potrzeba osób, które pomogą je odebrać, przygotować i rozwieźć.
Dlatego wolontariat pozostaje otwarty na kolejnych mieszkańców, którzy chcą włączyć się w działania na ziemi szczycieńskiej.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

