Tygodnik Szczytno

Sobota, 17 Październik
Imieniny: Ambrożego, Florentyny, Gawła –

Reklama

Reklama

Dwie „Lalki” i jedna awantura. Jerzy Niemczuk: aktor nie gra poglądami, a ekranizacja nie jest świętością

Izabela Łęcka z morfiną, Netflix na celowniku obrońców Prusa, Daniel Olbrychski atakowany za poglądy i internet, w którym opinia coraz łatwiej przebiera się za fakt. Jerzy Niemczuk bierze na warsztat spór o nową „Lalkę”, ale szybko okazuje się, że sam serial jest tu tylko pretekstem. „Film to jedna z wersji odczytania powieści” - pisze i stawia znacznie ciekawsze pytanie: czy wielka awantura o Prusa sprawi, że ktokolwiek jeszcze sięgnie po jego książkę?

  • Dwie „Lalki” i jedna awantura. Jerzy Niemczuk: aktor nie gra poglądami, a ekranizacja nie jest świętością.
  • Data:

O „Lalkach”
Do Prusa i „Lalki” mam od dawna słabość. Skończyłem liceum jego imienia, a pracę magisterską napisałem z „Lalki” na tyle interesującą, że chciano ją opublikować w polonistycznym miesięczniku, w co nie uwierzyłem i obietnicy nie dopilnowałem. 


„Lalkę” uważam za jedną z najważniejszych powieści europejskich swoich czasów.


Kolejne ekranizacje sięgające po utwory z kanonu, częste na świecie, zawsze budzą emocje publiczności. Od dawna. Także i u nas. Pamiętam, ile ekscytacji budziła zawsze obsada. Kiedy Daniel Olbrychski zagrał w „Trylogii” Tuchajbejowicza, a potem zaproponowano mu rolę Skrzetuskiego, posypały się gromy, a kiedy burza ucichła okazało się, że w obu wcieleniach był znakomity. Na tyle, żeby przejść do historii polskiej kinematografii. 


Ostatnio stał się przedmiotem hejtu, kiedy zaproponowano mu rolę w „Ranczo”. Na ławeczce. W serialu, którego był największym admiratorem. Cenił go ponad miarę i dawał wyraz przy każdej okazji. 


Wniosłem przed laty ten mebel do serialu i wraz z innymi jego twórcami czuliśmy się wyróżnieni, że jeden z największych aktorów naszych czasów, ceniony w całym świecie jak mało kto, gotów był zagrać drugoplanową rolę. Jednak część widowni uznała, że znane powszechnie poglądy polityczne Olbrychskiego, który jest zdecydowanym krytykiem prawej strony, grają większą rolę niż on sam, i zaczęła go atakować z furią. 


Przekonać niektórych, że to nie poglądy grają w filmie ale też że aktor grający wyśmienicie czarny charakter to nie przestępca, nie jest łatwo. Łatwiej ich skłonić, żeby uwierzyli w rzeczy, które są zwykłą manipulacją. Wystarczy, że ich znajomi w to wierzą i powielają. A powielają wszyscy, którzy nie mają cierpliwości, żeby sprawdzać fakty. Przecież wszyscy o tym mówią, powiadają, kiedy im zwracać uwagę, że fakty istnieją często wbrew powielanym opiniom. A to powoduje, że fikcja w świecie realnym staje się ważniejsza od materialnej prawdy. Bezmyślni są jej kolporterami i mają demolujący wpływ na rzeczywistość. 


Reklama


Zażarta publiczna debata nad serialem z „Lalki” dowodzi, że jeszcze żyjemy w spokojnych czasach, ale czy to sprawi, żeby więcej ludzi sięgnie po tą wybitną książkę, prawdę mówiąc wątpię. Czytanie opasłych tomów jest rzadko uprawiane w czasach, kiedy większość preferuje „pismo obrazkowe” i lekturę tekstów zaczyna i kończy na bałamutnych krzyczących nagłówkach. 


Na razie słychać głosy niezadowolenia ze strony obrońców oryginału przed zakusami „Netfliksa”. Nie do końca mnie przekonują. Film to jedna z wersji odczytania powieści. Tym razem przez młode pokolenie twórców. Mogą w niej dostrzec podobieństwa do naszej współczesności i mają prawo do takiej interpretacji. 


Agnieszka Gozdyra, prezenterka „Polsatu”, która uczy studentów dziennikarstwa, jak pisze „Onet”, ostro krytykuje niewierność adaptacji i zarzuca jej, a „Onet” cytuje in extenso: „To żeruje się na oryginale”. 


Nie bardzo do mnie ten zarzut przemawia, jako że obrończyni tradycji literackiej oraz nauczycielka dziennikarstwa powinna także dochować tradycji języka polskiego, który takiej formy nie dopuszcza. Można żerować, można się przeżreć, choć to niezdrowe, a nawet można się wyzerować, ale „żerować się” w naszym języku jeszcze nie. Nawet wężowi, który zjada własny ogon.   


Znana w społecznych mediach polonistka także się sprzeciwia swobodnemu potraktowaniu pierwowzoru, jednak z drugiej strony docenia aspekt popularyzacyjny. Nie podoba się jej, że Izabela zażywa morfinę, ale w drugiej połowie XIX w. morfina stała się popularnym lekiem, zażywano jej między innymi przy bólach menstruacyjnych i przez dłuższy czas nie była uważana za uzależniający narkotyk. Wcześniej, szczególnie kobiety, zażywały powszechnie laudanum, nalewkę zawierającą 10% opium, czyli odpowiednik 1% morfiny. Czyli „jaranie” w tym czasie było dość powszechne, choć świadomość skutków jeszcze nie. 

Reklama


"Jara mnie szalenie, że mamy tyle odczytań tej cudownej powieści i na tym mi zależy, byśmy się bawili naszym dziedzictwem narodowym" — podsumowała polonistka. 


Z tym akurat gotów jestem się zgodzić. Być może część zawiedzionych ekranizacją widzów sięgnie po książkę Prusa, żeby naocznie przekonać się o odstępstwach i sprzeniewierzeniach. 


Wygląda na to, że mimo wojny, która coraz częściej ociera się o naszą granicę, jeszcze żyjemy w strefie komfortu, skoro wszyscy możemy się bawić dwiema „Lalkami”.
Jerzy Niemczuk



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama